
Doktor Taylor musi być jednym z tych przepracowanych internistów, o których tyle się czyta. Nawet nie obejrzał pryszcza, powiedział tylko, że nie powinienem się przejmować, i zapytał, czy w domu wszystko w porządku. Opowiedziałem mu o moim nieszczególnym życiu rodzinnym, o kiepskim odżywianiu, na co oznajmił, że jestem dobrze odżywiony i że powinienem wrócić do domu i cieszyć się tym, co mam. To by było na tyle o państwowej służbie zdrowia. Wezmę roznoszenie gazet i przerzucę się na lecznictwo prywatne.
18 Niedziela
Druga po Trzech Królach. Początek semestru Hilary w Oksfordzie
Pani Lucas pokłóciła się z mamą na temat psa. W jakiś sposób wymknął się z domu i przemaszerował po mokrym betonie. Ojciec zaproponował, że załatwi uśpienie psa, ale mama się rozpłakała, więc obiecał, że tego nie zrobi. Wszyscy sąsiedzi myli na ulicy samochody i przez cały czas się przysłuchiwali. Czasami autentycznie nienawidzę tego psa!
Przypomniałem sobie dzisiaj o moim postanowieniu pomagania prostym i ubogim i zaniosłem parę starych roczników "Beano" jednej raczej niezamożnej rodzinie, która się wprowadziła na sąsiednią ulicę. Wiem, że są biedni, bo mają tylko czarno-biały telewizor. Drzwi otworzył mi chłopak. Wyjaśniłem mu, po co przyszedłem. Rzucił okiem na roczniki, powiedział "czytałem to" i zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Tyle o pomocy ubogim!
19 poniedziałek
Dołączyłem w szkole do grupy, która się nazywa Dobrzy Samarytanie. Wychodzimy z pomocą do ludności i takie tam. W poniedziałek po południu opuszczamy matmę.
Dzisiaj mówiliśmy o tym, co będziemy robić. Mnie przydzielono do grupy emerytów.
Nigelowi dostało się bezwzględnie paskudne zadanie doglądania dzieci w grupie zabawowej. Jest zdegustowany jak świnia.
Nie mogę się doczekać następnego poniedziałku. Wezmę magnetofon, żeby nagrywać opowieści wapniaków o wojnie. I tak dalej. Mam nadzieję, że dostanie mi się jakiś z dobrą pamięcią.
