
— Przepraszam za nieprzemyślane uwagi mojego partnera, Ziemianinie — rzekł pierwszy obcy. — I za niemiłe wrażenie, które mogły wywołać.
— Nie trzeba, wszystko w porządku — odparł MacEwan i zaśmiał się z ulgą, ale zaraz znowu się rozkaszlał. Przez chwilę zastanawiał się, czy nie przeprosić z góry Hudlarian za wszystko, co może jeszcze powiedzieć, ale uznał, że to też byłaby strata czasu. Wciągnął ostrożnie powietrze i przeszedł do konkretów: — Stężenie chloru ciągle rośnie, przede wszystkim wkoło pojazdu. Jeden z was powinien usunąć co cięższe szczątki z leżących w pobliżu poszkodowanych i przenieść ich nieopodal wejścia do tunelu prowadzącego na płytę. Gdyby poziom chloru nadal się podnosił, będzie można przenieść ich do samego tunelu. Drugi niech się zajmie rannymi Illensańczykami i przenosi ich do autobusu, który jest wyposażony w śluzę. Miejmy nadzieję, że lżej ranni chlorodyszni zdołają wciągnąć ich do środka i udzielić pierwszej pomocy. Orligianin i ja zajmiemy się resztą rannych i spróbujemy otworzyć drzwi do tunelu. Ki, co tam się dzieje?
Orligianin wrócił z naręczem małych butli i masek tlenowych.
— Wyposażenie przeciwpożarowe — wyjaśnił. — Pułkownik skierował mnie gdzie trzeba, ale to nidiański sprzęt. Maski nie będą pasować zbyt dobrze, niektórym w ogóle nie uda się ich założyć. Chyba że trzymalibyśmy je przyciśnięte do nozdrzy…
— To akurat nas już nie dotyczy — odezwał się pierwszy Hudlarianin. — Ziemianinie, a co zrobimy, jeśli nie mając pojęcia o medycynie obcych, zaszkodzimy komuś podczas niesienia pomocy?
MacEwan przymocował butlę na piersi. Paski były jednak zbyt krótkie, więc tylko jeden założył porządnie na ramię, drugi musiał przytrzymać pod pachą.
— My będziemy mieli ten sam problem — powiedział ponuro.
