
W końcu udało im się unieść Kelgianina. MacEwan niósł na wyprostowanych ramionach przednią część tułowia i głowę, a Grawlya-Ki wcisnął sobie ogon rannego pod pachę, jednak podczas wcześniejszych manewrów jedna z ran gąsienicowatego zaczęła krwawić. Na dodatek przejęty MacEwan nie patrzył pod nogi, zaplątał się w resztki zerwanej zasłony i padł na kolana. Krwawienie nasiliło się niepokojąco.
— Powinniśmy coś z tym zrobić — powiedział Orligianin głosem stłumionym przez maskę. — Masz jakiś pomysł?
W trakcie służby wojskowej MacEwan poznał tylko podstawy pierwszej pomocy, gdyż większość obrażeń odnoszonych podczas walk w próżni wiązała się z nagłymi dekompresjami, a na ich skutki rzadko kiedy dawało się coś poradzić. Zresztą nawet ta skromna wiedza dotyczyła wyłącznie jego gatunku. Pamiętał, że krwotok powstrzymuje się, odcinając dopływ krwi za pomocą opaski uciskowej albo nacisku na tętnicę. Naczynia krwionośne Kelgianina przebiegały wprawdzie prawdopodobnie pod skórą, gdyż potężne mięśnie wymagały obfitego zaopatrzenia w życiodajny płyn, ale nie było ich widać z powodu gęstego futra. MacEwan pomyślał, że może tylko zastosować ciasny opatrunek. Nie dysponował wprawdzie niczym, co mogłoby posłużyć za tampon, ale bandaży miał w nadmiarze. Kilka ciągle czepiało się jego nogi.
Uwolnił stopę z tworzywa i wyciągnął dwumetrowy odcinek. Plastik był dość twardy i musiał użyć całej siły, aby go przedrzeć, lecz pasma były dość szerokie — powinny zakryć ranę, i to z kilkoma calami rezerwy. Z pomocą Orligianina założył opatrunek i związał mocno końce.
MacEwan obawiał się, że prowizoryczny bandaż jest za ciasny, a na dodatek zbyt silnie rozpycha na podbrzuszu dwie sąsiednie pary kończyn, dla których taki kąt wygięcia może się okazać szkodliwy. Wolał nie myśleć też, jaki wpływ na ranę mogą mieć brud i kurz, którymi pokryta była taśma.
