Zirytowany sytuacją, MacEwan spojrzał ostatecznie na to, co znajdowało się pośrodku sali, w miejscu nieuchronnie przyciągającym wszystkie spojrzenia. Znał przedstawioną tam scenę na pamięć, ale i tak nadal budziła w nim grozę. Grawlya-Ki zwrócił na nią uwagę już wcześniej i pogwizdywał coś z cicha do siebie.

Była to naturalnej wielkości replika dawnego orligiańskiego monumentu wzniesionego dla upamiętnienia końca pewnej wojny. Widywało się je tysiącami, w różnych publicznych miejscach wszystkich planet Federacji, miniatury zaś często zdobiły biurka czy salony. Oryginał stał od ponad dwóch stuleci pod osłoną pól siłowych na centralnym placu stolicy Orligii. Przez ten czas kilka pokoleń przedstawicieli wielu inteligentnych gatunków próbowało opisać wrażenie, jakie na nich wywierał, ale nikomu w pełni się to nie udało.

Nie było to bowiem marmurowe dzieło sztuki z upozowanymi możliwie dramatycznie postaciami, które chciałyby coś przekazać albo z patosem szykowałyby się na śmierć. Scena przedstawiała Orligianina i Ziemianina pośrodku zrujnowanej centrali dawno wycofanej z użytku jednostki bojowej.

Orligianin stał pochylony do przodu, sierść na jego piersi i twarzy była zlepiona zmatowiałą krwią. Kilka metrów dalej leżał śmiertelnie ranny Ziemianin. Przód munduru miał w strzępach, widać było rozległe obrażenia, w tym wylewające się z jamy brzusznej wnętrzności. Jednak mimo to zdawał się pełznąć w kierunku obcego. Czyżby obaj żołnierze we wraku nadal chcieli walczyć, choćby gołymi dłońmi?

Wokół cokołu przymocowano kilkadziesiąt tabliczek opisujących we wszystkich językach Federacji, co przedstawia niezwykła scena.

Była to prawdziwie epicka opowieść o dwóch dowódcach, Orligianinie i Ziemianinie, którzy podjęli samotny pojedynek. Możliwości bojowe ich okrętów i ich własne zdolności okazały się równe. Straciwszy załogi i zmieniwszy obie jednostki we wraki, wylądowali w niewielkiej odległości od siebie na nie znanej obu, nie zamieszkanej planecie. Orligianin, który chciał poznać ziemskie systemy uzbrojenia, a i był ciekaw przeciwnika, skierował kroki do obcego wraku. Tam się spotkali.



6 из 185