
Jednak orligiańskie projektory pola staży służyć mogły nie tylko jako broń.
Pokonawszy wiele trudności, przetransportowano ostatecznie sekcję centrali i dwa zastygłe ciała na Orligię, a dokładniej na centralny plac stolicy, aby uczynić z nich najwymowniejszy ze wzniesionych kiedykolwiek pomników. Stał on tam następnie przez 236 lat. W tym czasie kruchy rozejm zapoczątkowany przez dwóch rannych wojowników okrzepł i zmienił się w trwałą przyjaźń, a nauki medyczne zanotowały na tyle znaczący postęp, że znaleziono sposób na uratowanie ciężko rannego Ziemianina. Grawlya-Ki, który odniósł znacznie mniej groźne obrażenia, nie chciał opuszczać pola staży. Pragnął na własne oczy ujrzeć całego i zdrowego MacEwana.
W końcu dwaj najwięksi bohaterowie tamtej wojny, bohaterowie przez to, że ją zakończyli, zostali przetransportowani do szpitala. Powiadano, że po raz pierwszy ci, którzy pozytywnie zaznaczyli się w historii, otrzymali naprawdę godziwą nagrodę od potomnych. Stało się to ponad trzydzieści lat temu.
Nikt inny w całej Federacji nie znał wojny tak jak oni i w pewnym sensie stali się jej ostatnimi ofiarami. Z czasem coraz trudniej było rozmawiać z nimi o czymkolwiek innym. Otaczający ich szacunek zaczął z wolna zanikać, obecnie zaś wywoływali już tylko zniecierpliwienie i zakłopotanie.
— Wiesz, Ki, czasem się zastanawiam, czy nie powinniśmy się jednak poddać i nieco odpocząć, jak radził nam pułkownik — powiedział MacEwan, odwracając się od ich wizerunku sprzed lat. — Nikt nie chce nas już słuchać, chociaż staramy się im tylko przekazać, żeby wyciągając dłoń do przyjaciół, nie robili tego w biurokratyczny sposób, lecz szczerze, tak by…
— Znam wszystkie argumenty — przerwał mu Grawlya-Ki. — Nie musisz mi ich powtarzać. Skoro jednak próbujesz, może to być oznaka nadciągającej demencji starczej.
— Ty sparszywiały, przerośnięty szympansie! — rzucił ze złością MacEwan, ale Orligianin zignorował go.
