
Pędem zbiegła ze wzgórza; przeskakiwała nory świstaków i zjeżdżała po błocie w bardziej stromych miejscach. Dlatego stanęła w drzwiach kuźni, nim minęło choćby dwadzieścia sekund. Farmer z Zachodniego Rozstaja chciał, żeby zaczekała, aż skończy opowiadać o gorszych burzach, które w życiu widywał, Ale Makepeace wiedział o małej Peggy Wysłuchał uważnie, a potem kazał chłopcom siodłać konie, podkute czy nie, bo ludzie utknęli w brodzie i nie ma czasu na głupstwa. Mała Peggy nie zdążyła nawet zobaczyć, jak odjeżdżają — Makepeace posłał ją do domu, żeby zawiadomiła ojca, wszystkich robotników i gości. Nie było wśród nich ani jednego, który kiedyś nie załadowałby na wóz wszystkiego co miał na tym świecie, i nie wyruszył na zachód przez górskie drogi, do tej puszczy. Ani jednego, który nie czuł kiedyś, jak rzeka wsysa ten wóz i chce go porwać.
Wszyscy zebrali się od razu. Tak właśnie wtedy bywało. Ludzie zauważali cudze kłopoty równie szybko, jak własne.
Rozdział 4
Hatrack
Vigor dowodził chłopcami, którzy próbowali pchać wóz, a Eleanor popędzała konie. Alvin Miller jedną po drugiej przenosił dziewczynki w bezpieczne miejsce na brzegu. Prąd był diabłem i szeptał: Porwę twoje dzieci, porwę je wszystkie, ale Alvin odpowiadał: Nie. Każdym mięśniem swego ciała zaprzeczał groźnym słowom, każdym mięśniem prącym ku brzegowi, Aż wreszcie przemoczone dziewczynki stały na wzniesieniu, a woda spływała im po twarzach niby łzy wszelkich zgryzot tego świata.
Przeniósłby także Faith razem z dzieckiem w jej brzuchu i całą resztą, ale nie chciała się ruszyć. Siedziała w wozie, zapierając się o burty i meble, a platforma kołysała się i podskakiwała. Trzaskały błyskawice i pękały konary drzew; jeden z nich rozerwał płótno i woda chlusnęła do wnętrza wozu, ale Faith trzymała się pobielałymi z wysiłku palcami, patrząc nieruchomo przed siebie. To spojrzenie mówiło wyraźnie, że Alvin w żaden sposób nie zdoła jej namówić, by wyszła. Był tylko jeden sposób, by wyciągnąć z rzeki Faith i nie narodzone dziecko: ruszyć ten przeklęty wóz.
