Sypialnia jest tutaj – wskazał na otwarte drzwi.

Stanęła na progu.

Przed sobą miała łoże iście królewskich rozmiarów. Kołdry były odrzucone, jak gdyby śpiący zostali gwałtownie wyrwani ze snu. Na puszystym różowym dywanie widać było wyraźnie dwie wygładzone ścieżki, prowadzące od łóżka do progu.

– Zostali wywleczeni z łóżka – zauważyła Rizzoli.

Korsak skinął głową.

– To musiało tak się potoczyć.

Morderca zaskakuje ich w łóżku. Jakimś sposobem zmusza do posłuszeństwa, związuje im przeguby rąk i kostki nóg i ciągnie po dywanie na korytarz, gdzie podłoga jest już drewniana.

Zdumiewały ją działania mordercy.

Wyobraziła sobie, że stoi w tym samym miejscu co ona, przypatrując się śpiącej parze. Wysoko nad łóżkiem niezasłonięte okno wpuszcza dość światła, żeby odróżnić mężczyznę od kobiety.

Podchodzi najpierw do doktora Veagera.

To logiczne.

W pierwszej kolejności powinien unieszkodliwić mężczyznę.

Kobietę zostawia na później.

Tyle potrafiła sobie wyobrazić.

Morderca skrada się ku mężczyźnie i atakuje go.

Nie mogła zrozumieć dalszego ciągu jego działania.

– W jakim celu ich przenosił? – zastanawiała się głośno.

– Dlaczego nie zabił doktora Veagera na miejscu?

Po co wyciągnął ich z sypialni?

– Nie wiem.

– Korsak wskazał na wnętrze pomieszczenia.

– Wszystko zostało sfotografowane.

Możesz wejść.

Weszła niechętnie, ostrożnie okrążając ślady wleczenia małżonków po dywanie, i zbliżyła się do łóżka. Krwi nie było ani na prześcieradle, ani na kołdrach. Na jednej z poduszek pozostał kosmyk długich, jasnych włosów.

Po tej stronie spała pani Veager, pomyślała.

Stojąca na toaletce, oprawiona w ramkę fotografia Veagerów potwierdzała, że Gail była blondynką. W dodatku piękną, o jasnobłękitnych oczach i głębokiej opaleniźnie, usianej drobnymi piegami. Obejmujący ją ramieniem mąż promieniował zadowoleniem, świadomy swojej imponującej postury. Nie wyglądał na człowieka, który by się spodziewał, że zakończy życie w samej bieliźnie, ze związanymi rękami i nogami.



17 из 308