
– Co takiego?
– Obok zwłok znaleźliśmy filiżankę i talerzyk.
Wyglądało na to, że spadły mu z kolan.
Zabraliśmy je, żeby zdjąć odciski palców.
– Zauważył jej zagadkowy wzrok i wzruszył ramionami.
– Nie pytaj mnie.
– Symboliczny artefakt?
– Albo rytualna herbatka na cześć trupa.
Patrzyła na trzymany w rękawiczce okruch porcelany, zastanawiając się. Nagle poczuła zaciskający się węzeł w żołądku. Dotarła do niej przerażająca świadomość, że gdzieś już się zetknęła z identycznymi okolicznościami.
Przecięcie gardła.
Związanie taśmą klejącą.
Włamanie nocą przez okno.
Ofiara lub ofiary zaskoczone podczas snu.
I zaginięcie kobiety.
– Gdzie jest sypialnia?
– Pytanie było zgodne z logiką, w rzeczywistości jednak nie chciała tam pójść, bała się tam pójść.
– Właśnie miałem cię tam zaprowadzić.
Korytarz prowadzący do sypialni był udekorowany czarno-białymi fotografiami w ramkach. Fotografie różniły się od zdjęć wiszących w większości domów, nie przedstawiały szczerzących zęby ludzi. Były to akty kobiece, anonimowe ciała o wyciemnionych lub odwróconych od kamery twarzach. Kobieta obejmująca drzewo, gładkość jej skóry kontrastująca z szorstką korą. Siedząca kobieta, pochylona do przodu, długie blond włosy opadające kaskadą między nagimi udami. Kobieta próbująca dosięgnąć nieba, ciało spływające potem z wysiłku.
Rizzoli zatrzymała się, żeby obejrzeć zdjęcie, które wisiało przekrzywione.
– Na wszystkich jest ta sama kobieta – powiedziała.
– To ona.
– Żona Veagera?
– Tak.
Czy nie sądzisz, że byli perwersyjni?
Popatrzyła na artystycznie wycieniowane ciało Gail Veager.
– Nie widzę tu żadnej perwersji.
To są piękne zdjęcia.
– Może masz rację.
