
– Bo taki też i jest. Nie wiem, dlaczego mnie tu zabrał. Nigdy dotąd go nie obchodziłam. Chyba że chciał mieć kogoś na posługi, właściwie cały czas upływa mi na spełnianiu jego poleceń.
– A twój młodszy brat?
Westchnęła, jakby zniecierpliwiona.
– Oczywiście, lubię go, ale on ma dopiero rok. Zresztą nie pozwalają mi się do niego zbliżać, bo myślą, że mam suchoty! A to nieprawda!
Szczerze mówiąc, Christer również był zdania, że dziewczynka musi mieć słabe płuca, taka była chuda i bledziutka. Teraz jednak lepiej ją zrozumiał. Roślina, nie pielęgnowana, więdnie. Pojął, że Magdalena ma piękne stroje, w sensie materialnym niczego jej nie brakuje, ale gdzie w tym wszystkim ludzkie uczucie, miłość i sympatia?
– Musisz być bardzo samotna – wyrwało mu się.
Spuściła wzrok.
– Tak – szepnęła. – Często myślę o tym, kiedy chodzę po parku, by odrobić „codzienną niezbędną porcję ruchu”. Moim jedynym przyjacielem jest mały piesek. Nazywa się Sasza i teraz bardzo za nim tęsknię. Mam nadzieję, że nikt go nie krzywdzi – zasmuciła się, lecz po chwili zdołała oderwać się od przykrych myśli. – Ale ty mówiłeś, że umiesz czarować – powiedziała z uśmiechem. – Zaczaruj moje życie, Christerze! Spraw, by odeszły koszmary, które mnie dręczą nocą!
Christer niechętnie przypomniał sobie, jak to starał się sprawić, by z talerza zniknęła znienawidzona owsianka. Wykonał wtedy kilka magicznych ruchów nad obrzydłą papką, ale skończyło się na tym, że ojciec solidnie się rozgniewał i kazał mu ścierać ślady owsianki ze ścian i jego własnych włosów.
– Postaram się – gorąco zapewnił Magdalenę. – Możesz mi zaufać. Moją najsilniejszą stroną jest właśnie magia abstrakcyjna. Poświęcę tę noc na czary i odmawianie zaklęć. Postaram się sprawić, by twoi rodzice zauważyli, jaką wspaniałą, lecz jak bardzo samotną osóbkę mają w domu. Odpędzę też twoje złe sny. Co prawda do takich czarów używam zwykle kadzidła, ale tutaj to niemożliwe…
