
Na moment powrócił myślą do dnia, kiedy to o mały włos nie puścił z dymem domu Erlanda próbując za pomocą czarów uleczyć dziadka z bólu głowy, który zawsze dręczył go w poniedziałki. Po tamtym wydarzeniu Christer postanowił nigdy już nie posługiwać się kadzidłem, zwłaszcza że babcia Gunilla stwierdziła, że dziadek sam jest winien swoim bólom głowy, z własnej woli czerpie je z flaszki z gorzałką. Mówiła jednak o tym z czułością, bo sama pozwalała dziadkowi na miłe chwile spędzane w towarzystwie butelki w niedzielne wieczory. Dziadek był przecież taki dobry i nie robił nic złego. Krzywdził jedynie własną głowę, która już wcześniej nie była do końca w porządku.
– Jeśli nie użyjesz kadzidła, to jak masz zamiar zaczarować moje sny? – nieśmiało zapytała Magdalena, w jej głosie pobrzmiewał zachwyt.
– No… – Christer był nieco zakłopotany. – Trudno to wyjaśnić komuś, kto nie jest wtajemniczony. Znam pewne magiczne formuły.
Tak, tak, rzeczywiście miał w zanadrzu kilka formuł ale czy były one magiczne? Sam je wymyślił, Tula była dość rozsądna, by nie zdradzać mu najważniejszych tajemnic.
Magdalena popatrzyła na niego wzrokiem pełnym oddania i Christer uznał, że jego wielkość przekroczyła wszelkie granice. Był niezwyciężony, niezłomny, mógł wszystko!
– Zaufaj mi – powiedział, delikatnie klepiąc ją po ręce. – Moje czary nigdy nie zawiodły.
Ha! Nie zadziałały nawet jeden jedyny raz! Skutkowały wyłącznie w wyobraźni Christera.
– Jak to możliwe, że umiesz czarować? – zapytała po dziecięcemu naiwnie.
– To właściwie tajemnica – odparł mistycznie głuchym głosem. – Ale tobie mogę o tym powiedzieć. Pochodzę z rodu zwanego Ludźmi Lodu.
– Ach, jak to groźnie brzmi!
– Tak, wielu z moich przodków to czarownicy i wiedźmy. Niektórzy spłonęli na stosie, ale większość to wspaniali, dobrzy ludzie. Mam krewniaka, który ma na imię Heike i na czarach zna się niemal lepiej ode mnie. Ale to dobre czary, on nie zajmuje się czarną magią. Ja także nie.
