
– Nie mogę tego opisać – wykrztusiła na pół z płaczem. – To zbyt potworne. Po prostu nie do wytrzymania. Ja… Nie!
– Owszem, musisz opowiedzieć – powtórzył Jordi z uporem.
Zaciskała rękę na jego dłoni. Raz po raz przełykała ślinę.
– To była młoda dziewczyna. Strasznie młoda. Piętnaście, może szesnaście lat.
Milczała długo, więc Jordi znowu zapytał:
– A jak wyglądała? W co była ubrana?
Te właśnie słowa przeraziły Unni tak bardzo, że wydala z siebie ni to jęk, ni to szloch.
– Skąd mam wiedzieć…
– Nie denerwuj się, Unni – uspokajał ją Jordi. – Nie spiesz się, czasu mamy dość!
Przymknęła oczy. Wszyscy widzieli, że się kuli, jakby wobec czegoś niepojętego, nie do zniesienia.
– To była młoda dziewczyna – zaczęła znowu. – Taka ładna, delikatna, miła. Ale… rysy jej twarzy…
Unni znowu jęknęła:
– Nie mogę!
– Możesz – zaprotestował Antonio, przyszły lekarz; przeciągnął ją na środkowe siedzenie i sam usiadł obok. Nie było to wcale takie proste w ciasnym samolocie. Położył jej ręce na plecach, przemawiał przyjaźnie, ale zdecydowanie:
– Co takiego strasznego było w jej rysach?
– Były bardzo piękne. I zmienione.
– No? – zachęcał Antonio, gdy znów umilkła. – A włosy?
– Ciemne. Wysoko upięte, bardzo ładna fryzura, ozdobiona perłami.
Bracia popatrzyli po sobie.
– A jak była ubrana? – nie dawał za wygraną Antonio. Unni cofnęła się, usunęła z jego objęć, niespokojna, zdenerwowana.
– Skąd mam to wiedzieć? – omal nie krzyknęła.
– A co, widziałaś tylko jej twarz? I głowę?
– Tak. Przecież nic więcej nie było, z wyjątkiem cieknącej krwi! Ta dziewczyna została ścięta!
Unni ukryła twarz na piesi Jordiego i wybuchnęła płaczem.
Wszyscy pozostali siedzieli w milczeniu. Zastanawiali się, co o tym myśleć.
