Antonio poczuł się trochę na uboczu.

– Cóż, ja pochodzę jedynie z Nawarry – westchnął teatralnie.

Oni jednak okazali się wielkoduszni i zapewnili go, że Baskonia i Nawarra są ze sobą ściśle związane.

Teren zaczął się wznosić, widać było, że jadą ku górom. Antonio spoważniał i odezwał się po norwesku:

– Mamy w tym samochodzie bardzo sympatyczną przewodniczkę, ale mam wiele wątpliwości co do przewodniczki, która przypadkiem przyłączyła się do, tamtych. Ogromnie się niepokoję o Mortena, Flavię i Sissi. Zwłaszcza o Sissi, bo to na niej skrupiło się najgorsze.

– Wspominałeś, że ściągnęliście na siebie coś strasznego – powiedziała Unni cicho.

– Owszem, i w niejedną sytuację była wplątana jakaś kobieta.

– Zawsze ta sama?

– Nie, i to właśnie jest takie straszne. Wyjechali z niewielkiej miejscowości i samochód otoczyła ciemność.

3

Nad porośniętymi lasem wzgórzami i dolinami Taramundi świecił księżyc. Jego blask padał na niewielką zamieszkaną wioskę, Teixois, i na Veigas, gdzie akurat w tym momencie przebywały jedynie dwa psy oraz kilkoro szalonych Norwegów i ich przyjaciół. Księżyc sprawiedliwie oświetlał też inne opustoszałe zagrody i wioski, oddalone od tak zwanej cywilizacji.

Księżyc „widział” również dwoje ludzi nieco wyżej w dolinie ponad Veigas: Miguela z coraz bardziej sfrustrowaną Juana, depczącą mu po piętach.

Może księżyc zauważył więcej niż ona? Może spostrzegł, że idzie przed nią wcale nie sympatyczny młody Miguel, lecz straszliwy demon Tabris?

Czy on musi iść tak prędko? Nie może na nią zaczekać?

Wszyscy Norwegowie twierdzą, że doskonale teraz wyglądam, myślała Juana ze smutkiem. Tylko Miguel nie powiedział o tym ani słowa. Nawet nie spojrzy w moją stronę, nigdy się do mnie nie odzywa, chyba że pierwsza go o coś zagadnę.



14 из 155