
– No to wszystko się jakoś ułoży, to wielka ulga. Niedługo się spotkamy.
– Miałeś jakieś wiadomości od grupy Antonia?
– Tak, Morten załatwił sobie nowy telefon komórkowy. Wszystko u nich w porządku. Przyłączyła się do nich jakaś młoda dama, która zna boczne drogi.
– Świetnie. Możesz nam podać numer telefonu Mortena?
Antonio, dowiedziawszy się o młodej damie, która przyłączyła się do grupy i służyła jako przewodnik, zrobił się dziwnie milczący. Unni nie chciała przeszkadzać mu w myśleniu.
W blasku samochodowych reflektorów dostrzegali łaciate drzewa eukaliptusowe i skandynawskie klony, porośnięte mnóstwem jemioły. Była już późna jesień i drzewa stały nagie.
– Nie mogę teraz dzwonić do Mortena! – wykrzyknął nagle Antonio. – Jest przecież środek nocy, oni na pewno śpią. Ale… – urwał i znów zatonął w myślach.
Samochód sunął przez ciemność.
– Żałuję, że nie jest jasno – odezwała się Unni do młodej Silvii. – Mam wrażenie, że bardzo tu pięknie.
– To prawda. Widzisz te białe domy z pomalowanymi na czerwono narożnikami i drzwiami? To domy baskijskich rodzin, które wyemigrowały do Ameryki Środkowej, a potem znów powróciły do domu. Ci ludzie wiele dali swej starej ojczyźnie i budowali właśnie te specjalne domy. Widzisz też te domy z podobnymi do siebie, jakby spłaszczonymi werandami? Zabudowa typowa dla tych okolic.
Unni wyjaśniła, że sama jest z pochodzenia Baskijką, lecz jej przodkowie wyemigrowali do Chile, a stamtąd została adoptowana do Norwegii.
Silvia uznała tę wiadomość za interesującą, i to do tego stopnia, że postanowiła o wszystkim opowiedzieć Jose – Luisowi, który w przeciwieństwie do niej nie najlepiej radził sobie z angielskim. Dziewczęta rozmawiały ze sobą po angielsku, dla Unni tak było łatwiej. Całkiem nieźle rozumiała już hiszpański, ale jest wielka różnica pomiędzy rozumieniem języka a mówieniem.
José – Luis śmiał się uradowany, kiedy usłyszał, że w samochodzie jest aż troje Basków.
