
Rumuni zwali swój kraj Ardeal, Węgrzy – Erdely. Inni powiadali – Transylwania. Jednakże oficjalną nazwą nadaną krainie przez jej ostatnich władców, Habsburgów, był Siedmiogród, ze względu na siedem wielkich miast.
Martwy, choć jednocześnie żywy las otaczał niewielkie, położone na uboczu miasteczko Stregesti.
Trudno dociec, skąd wzięła się taka nazwa, jako że przez wieki wiele plemion podbijało te tereny, faktem jednak pozostawało, że słowo „strega” w języku włoskim oznacza czarownicę.
Dwaj obcy przybysze dotarli do Siedmiogrodu dziwnymi drogami. Jednym z nich był francuski szlachcic, zbiegły przed trwającą od czterech lat w jego ojczyźnie rewolucją. Wielu arystokratów zawarło bliższą znajomość z gilotyną, ale ów mężczyzna, baron de Conte, zdołał umknąć z kraju wraz ze swym bratankiem Yvesem.
Kto wie, może lepiej byłoby dla nich, gdyby wybrali gilotynę?
Z początku byli tak przerażeni samą myślą, że mogliby wpaść w ręce francuskiego pospólstwa, iż nie śmieli zbliżyć się do ludzi i ukrywali się po lasach wśród gór. Dlatego właśnie nie wiedzieli, że w drodze na wschód dawno już przekroczyli granice Francji.
Cała Europa znajdowała się w stanie wrzenia – rewolucja francuska zataczała coraz szersze kręgi. Podobnie było i w Wiedniu, który pod gilotyną stracił swą Marię Antoninę. Dwaj szlachcice parli więc do przodu z nadzieją na znalezienie bodaj odrobiny spokoju.
Z czasem, naturalnie, zrozumieli, iż dotarli do obcych krajów. Nerwy jednak mieli już do tego stopnia zszarpane, że nie byli w stanie nikomu zaufać.
Zabłąkali się aż do Siedmiogrodu…
O, tu nareszcie znaleźli spokój! Nigdzie nie mogło być spokojniej niż w tutejszych milczących, tajemniczych dolinach.
Kiedy szuka się jakiegoś większego miasta we wschodniej części Siedmiogrodu, po przekroczeniu doliny rzeki Maruszy nietrudno zabłądzić. Baronowi i jego bratankowi okolice te były całkiem nieznane i powtórzyli błąd, który przed nimi popełnili już inni, nawet ci bardziej obeznani z terenem. Nagle znaleźli się na obszarze Karpat Transylwańskich, a wtedy byli już straceni…
