– Dobrze. I co dalej, wuju Kalebie?

– Cóż mam powiedzieć? – westchnął Kaleb. – To tylko przypuszczenia, ale kiedy powróciliśmy z Doliny Ludzi Lodu do domu, usłyszałem całą historię i mogę chyba twierdzić, iż miejsce, w którym Tengel Zły spotkał Księcia Ciemności, leży w samej Dolinie. Pamiętam także, skąd nadbiegł, ba, przyleciał jak na skrzydłach Kolgrim, krzycząc niby opętany. – Kaleb umilkł i podjął swą opowieść dopiero po dłuższej chwili. – A potem pochowaliśmy Kolgrima w Dolinie. Później dopiero zrozumieliśmy, że razem z nim musieliśmy pogrzebać mandragorę.

Wszyscy zdawali sobie sprawę, czym była mandragora. Klejnot rodowy, znajdujący się w posiadaniu Ludzi Lodu od niepamiętnych czasów. Uważany za najszlachetniejsze ze wszystkich czarodziejskich ziół, jakie mogło znaleźć się w rękach człowieka. W krajach śródziemnomorskich znany był zwłaszcza korzeń tej rośliny, kształtem przypominający człowieka. Stanowił amulet chroniący przed złem, a jednocześnie mógł być wykorzystywany do unicestwiania wrogów, zdobywania bogactwa lub jako ziele miłosne.

Mandragora Ludzi Lodu nigdy jednak nie działała jako opiekuńcza moc, wprost przeciwnie! A teraz spoczywała w ziemi wraz z nieszczęśnikiem Kolgrimem.

Twarz Alva wyrażała niedowierzanie.

– Mandragora? Ona nie może chyba przemienić się w żywego człowieka?

– Nie, oczywiście, że nie – szybko odparł Mattias.

– A Kolgrim? Czy on mógł…?

– Chcesz powiedzieć, że mamy do czynienia z duchem? – zapytał Andreas. – Że… Nie, to okropny pomysł!

Zapadła cisza. Ci, którzy widzieli Kolgrima, zastanawiali się, czy możliwe, by on był Potworem. Wprawdzie miał takie ramiona, oczy także, ale nigdy nie dolegało mu nic w nogę. A zresztą Kolgrim był tylko czternastoletnim chłopakiem, jeszcze dzieckiem właściwie, i wcale nie był wysoki.

– W jaki sposób, na miłość boską, miałby nagle ożyć? – niepewnym głosem przerwał ciszę Mattias.



13 из 192