
Niklas podniósł wzrok.
– Pozostała część listu nie ma nic wspólnego ze sprawą. Nie odpisałem jeszcze, nie wiązałem z nami bowiem plotek o potworze zmierzającym na południe, ale według opisu, jaki usłyszeliśmy od pijanego…
Kaleb wstał.
– A teraz jeszcze list ze Szwecji? Dominik nigdy sobie niczego nie wmawia, powinniśmy go usłuchać, skoro ma te swoje wizje czy jak to nazwać. Odpisz natychmiast, Niklasie, i poproś, by przyjechali!
Jednomyślnie przytaknęli.
– Teraz rozumiemy powagę sytuacji – powiedział Andreas. – Ale co się wydarzyło? Kalebie, ty byłeś w Dolinie Ludzi Lodu. Co to może być?
Wszystkie oczy skierowały się na Kaleba. Ten zastanawiał się długo.
– Byłem wtedy jeszcze bardzo młody – zaczął. – I nikt mnie o niczym nie uprzedził. Mogę więc opowiedzieć tylko o tym, co sam widziałem.
– To na pewno wystarczy – stwierdził Alv, ogromnym szacunkiem darzący najstarszego w rodzie.
Na wargach Kaleba pojawił się przelotny uśmiech.
– O nie, z całą pewnością nie wystarczy.
Znów znalazł się w smaganej wiatrem dolinie wysoko w górach Trondelagu. Był wraz z trzema mężczyznami, których nie znał wcześniej: Tarjeiem, Bardem i Bergfinnem. Poznali się dopiero w czasie długiej podróży w pogoni za Kolgrimem. Wspominał podziw, jaki żywił dla Tarjeia, i bezsilny żal, gdy Kolgrim uśmiercił wspaniałego uczonego… Pamiętał rozmowę między nimi i strzępki zdań, niesionych przez wiatr do miejsca, w którym stał.
Powoli powiedział:
– Jedno jest pewne, Tarjei i Kolgrim o czymś wiedzieli. Kolgrim krzyczał do Tarjeia, że ujrzał samego Szatana, a Tarjei odpowiedział, że to niemożliwe. Opis pasował do Tengela Złego.
Andreas zacisnął dłonie na poręczy krzesła.
– Och, nie, Niklasie, nie wolno ci się w to mieszać!
Niklas przerwał ojcu wyrażającym zniecierpliwienie ruchem ręki i dał znak Kalebowi, by mówił dalej.
Mattias wtrącił:
– Niklasie, kiedy będziesz pisał do Villemo, poproś, by wzięli ze sobą księgę Mikaela o Ludziach Lodu. On zapisał tam wszystko.
