
Spojrzała na niego zmartwiona. Rozwód z pewnością był bardzo przykry i chciałaby mu pomóc, ale Joe zawsze wykręcał się od mówienia o swym małżeństwie. Może później coś z niego wyciągnie.
– Nie miałam dużo pracy. Głównie rekonstrukcje twarzy i prognozy wiekowe. – Eve skrzywiła się. – Przekonałam się, że większość agencji woli, żeby rzeźbiarz sądowy przebywał na tym samym kontynencie. Jestem tu mało uchwytna. Prawdę mówiąc, z braku zajęcia zaczęłam rzeźbić.
– Zadowolona?
– W pewnym sensie.
– W jakim?
– Jest w tym coś… dziwnego.
– Większość ludzi powiedziałaby, że raczej w rekonstruowaniu czaszek jest coś dziwnego. Co mówi Logan?
– Logan uważa, że prawdziwa rzeźba jest dla mnie zdrowa.
– Ty też tak sądzisz?
– Nie, czegoś mi brakuje.
– Celu.
To, że Joe zrozumiał, wcale jej nie zdziwiło. On zawsze wszystko rozumiał.
– Chodzi mi o tych zaginionych. Mogłabym robić dla nich coś więcej. Logan mówi, że muszę nabrać dystansu. Uważa, że dla mnie to jest najgorsza praca, jaką można sobie wyobrazić, i że powinnam z niej jak najszybciej zrezygnować.
– I co mu na to odpowiadasz?
– To samo, co tobie. Żeby się nie wtrącał i pilnował własnego interesu. Chciałabym, żebyście obaj zrozumieli, iż będę robić to, co uważam za stosowne, niezależnie od tego, co wy o tym myślicie.
Joe roześmiał się głośno.
– Nigdy w to nie wątpiłem. I Logan też chyba nie. Pokażesz mi swoje rzeźby? Nigdy nie widziałem, żebyś rzeźbiła coś oprócz czaszek.
– Może później – powiedziała i rzuciła mu stanowcze spojrzenie. – Jeśli będziesz się przyzwoicie zachowywał wobec Logana. – Skręciła na podjazd prowadzący do dużego białego domu. – Jest dla mnie fantastyczny. Nie możesz być dla niego niegrzeczny.
– Ładny dom. Gdzie pracujesz?
– Logan kazał wybudować pracownię na plaży za domem. Nie zmieniaj tematu. Czy będziesz uprzejmy dla Logana?
