
– Robiłaś, co mogłaś. Zawsze byłaś dla niej raczej matką niż córką.
– Bardzo długo byłam zbyt zgorzkniała, żeby jej pomóc. Dopiero kiedy urodziła się Bonnie, doszłyśmy do porozumienia. – Kiedy Bonnie przyszła na świat, zmieniła całe życie swej matki i babki. – Teraz matce będzie znacznie lepiej.
– A ty? Masz tylko ją?
Eve ruszyła samochodem.
– Mam swoją pracę. I ciebie, kiedy na mnie nie wrzeszczysz – dodała z uśmiechem.
– Nie wymieniłaś Logana. To dobrze.
– Chciałeś mnie przyłapać? Bardzo lubię Logana.
– Ale nie zawojował cię z kretesem – stwierdził z satysfakcją Joe. – Tak jak się spodziewałem.
– Jeśli nie przestaniesz mówić o Loganie, wysadzę cię z samochodu i będziesz autostopem wracał na Tahiti.
– Miałbym trudności. Tutaj nie przybijają żadne statki.
– Właśnie.
– Dobra, poddaję się. Akurat!
– Jak się ma Dianę?
– Świetnie. – Joe zamilkł. – Ostatnio rzadko ją widuję.
– Życie żony gliniarza jest paskudne. Jakaś skomplikowana sprawa?
– Bardzo. – Joe wyjrzał przez okno. – I tak bym jej nie widywał. Nasz rozwód uprawomocnił się trzy miesiące temu.
– Co takiego? – spytała zszokowana Eve. – Dlaczego mi nie powiedziałeś?
– Nie było o czym mówić. Dianę nigdy się nie przyzwyczaiła do tego, że jest żoną gliniarza. Teraz będzie szczęśliwsza.
– Dlaczego matka nic mi nie powiedziała?
– Prosiłem, żeby cię nie martwiła. Miałaś wypoczywać.
– Tak mi przykro, Joe. – Eve milczała przez chwilę. – Czy to moja wina?
– Jakim cudem?
– Byłeś moim przyjacielem, pomagałeś mi, spędzałeś ze mną dużo czasu. Na litość boską, przeze mnie cię postrzelono. Omal nie zginąłeś. Wiem, że Dianę była na mnie wściekła.
Joe nie zaprzeczył.
– To i tak by nastąpiło, prędzej czy później. Nigdy nie powinienem był się z nią żenić. Popełniłem błąd. Czym się tu zajmujesz? – spytał, zmieniając temat.
