
Wpatrywał się w nią, myśląc gorączkowo: „Gdyby tak było, to nigdy bym cię nie spotkał. Nie stałbym tutaj, patrząc z zachwytem na twoje potargane włosy, wyglądające, jakbyś właśnie podniosła się z łóżka po gorącej miłosnej nocy, na zielone, tajemnicze oczy, słuchając głosu, tego lekko ochrypłego głosu, który doprowadza mnie do szaleństwa".
– Przepraszam cię, ale muszę się przygotować do wyjazdu – oznajmił chłodno.
Ona jednak zastąpiła mu drogę.
– Nie pozbędziesz się mnie, dopóki mnie nie wysłuchasz! – syknęła. – Próbujesz rządzić wszystkimi, a nie masz nawet dość odwagi, żeby powiedzieć, dlaczego naprawdę wyjeżdżasz.
Zbladł, przerażony, że w jakiś sposób odkryła jego sekret, ona jednak ciągnęła dalej:
– Dlaczego od początku nie powiedziałeś, że gardzisz naszym towarzystwem?
– To bzdury.
– O nie! Kto chciałby uczestniczyć w jakimś tam wiejskim weselu, gdy w tym czasie można zarobić mnóstwo pieniędzy?
W tym momencie opanowanie Carla zniknęło. Chwycił ją za ramiona i mocno potrząsnął.
– Posłuchaj – powiedział z naciskiem. – Gdybyś miała choć trochę rozsądku, nie byłoby żadnego ślubu.
Nie jesteś odpowiednią żoną dla Andrew.
– Co ty możesz o tym wiedzieć? – spytała bez tchu.
– Po prostu wiem. Twoja przyjaciółka Patricia jest w nim zakochana, a Andrew będzie z nią o wiele szczęśliwszy niż z tobą. – Nieświadom tego, że w jego głosie pojawił się nowy ton, powtórzył stanowczo:
– Nie rób tego, Sereno. Dla jego i twojego dobra, nie wychodź za niego.
Otworzyła usta, lecz nie dobiegł z nich żaden dźwięk. Spoglądała na niego w niemym zdumieniu. Starał się nie patrzeć na jej rozchylone wargi, nie myśleć o nich. Nie mógł jednak uniknąć jej wzroku i dostrzegł w jej oczach, że Serena zaczyna pojmować, o co mu naprawdę chodzi. Jego serce biło tak głośno, że z pewnością musiała je słyszeć… Zmusił się, aby ją puścić.
– Pójdę już – powiedział z wysiłkiem. – Mam jeszcze sporo rzeczy do spakowania.
