Po kolacji natknął się na nią na ganku. Uznał, że to doskonały moment, by zakopać topór wojenny i rozpoczął rozmowę, wspominając ojej bliskim małżeństwie.

– Andrew przyjedzie tu za parę dni – powiedziała.

– Z przyjemnością go poznam – odparł uprzejmie.

– Czy mieszka daleko stąd?

– Nie, pochodzi z naszego miasteczka, ale właśnie pojechał po towar. Jest właścicielem sklepu z narzędziami.

Carlo przypomniał sobie zapyziały sklepik, który minął po drodze i stwierdził bez zastanowienia:

– Nie zamierzacie chyba utrzymywać się wyłącznie z tego sklepu?

– Andrew uważa, że istnieją ważniejsze sprawy niż handel – wyjaśniła stanowczo. – A ja podzielam tę opinię.

Teraz już wiedział, co Dawn o nim naopowiadała.

– Mam nadzieję, że będziecie bardzo szczęśliwi – oświadczył oficjalnym tonem i wrócił do domu.

Co za nieuprzejme stworzenie! pomyślał. Później jednak, kiedy wszedł na górę, aby choć spojrzeć na Louisę, usłyszał ciche głosy dochodzące z pokoju dziecka. Przystanął w drzwiach i zajrzał do środka. Serena siedziała na łóżku Louisy, tuliła ją do siebie i szeptała coś do jej ucha, jakby dzieląc się jakimś sekretem. Louisa była wyraźnie szczęśliwa w jej ramionach. Tak bardzo pasowały do siebie! Nigdy nie widział, aby Dawn przytuliła córkę w ten sposób.

Ku swemu zdumieniu stwierdził, że wizyta w domu dziadków Dawn sprawia mu przyjemność. Dom Fletcherów stanowił prawdziwe rodzinne gniazdo, a starsi państwo powitali Carla z otwartymi ramionami. Wzruszyła go czułość, okazywana sobie nawzajem przez Liz i Franka. Zupełnie nie kryli się ze swymi uczuciami. Mieli już po siedemdziesiątce, ale przepełniająca ich miłość nie wygasła, toteż obdzielali nią każdego, kto pojawił się w ich niewątpliwie szczęśliwym domu.



9 из 114