Autobusy powietrzne zwalniały przed centrami handlowymi. Migocące światła na parkingach zachęcały do postoju przed coraz to nowymi sklepami.

Kupuj i bądź szczęśliwy! A jutro? Kupisz jeszcze więcej.

Goście barów i restauracji relaksowali się przy stolikach w ogródkach. Jedząc kolacje i popijając drinki rozmawiali o swoich planach, pięknej pogodzie, codziennych troskach.

Ulica tętniła życiem, podczas gdy w wieżowcu śmierć zbierała swoje żniwo.

Nie wiedział jak się nazywa. I tak imię, które nadała jej matka po urodzeniu nie miało znaczenia. Jeszcze mniej obchodziło go jak się nazywała schodząc z tego świata.

Jedyne co się liczyło to jej obecność. Pojawiła się akurat w tym miejscu. Akurat o tej porze.

Przyszła do apartamentu 4602, żeby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Był cierpliwy, a ona nie kazała nan siebie zbyt długo czekać.

Miała na sobie czarny, elegancki uniform i śnieżnobiały fartuszek, taki jaki noszą wszystkie pokojówki w Palace, najlepszym hotelu w mieście. Zgodnie z wymogami dyrekcji gładko zaczesała lśniące, kasztanowe włosy i spięła je na karku czarną klamrą.

Była młoda i ładna. Sprawiła mu tym dodatkową radość. Przecież i tak by to zrobił, nawet gdyby miała 90 lat i twarz wiedźmy.

Zadanie okazało się dużo przyjemniejsze, kiedy zauważył, że jest młoda, atrakcyjna ma zaróżowione policzki i ładne ciemne oczy.

Oczywiście najpierw zadzwoniła. Dwa razy z krótką regulaminową przerwą. Zdążył w tym czasie ukryć się w przepastnej szafie w sypialni.

Otworzyła drzwi za pomocą karty identyfikacyjnej.

– Obsługa hotelowa!- odezwała się śpiewnym głosem, w sposób, w jaki pokojówki ogłaszają swoje przybycie do zwykle pustych pokoi.

Nie zatrzymała się w sypialni. Od razu weszła do łazienki, by wymienić ręczniki, z których od rana korzystał gość nazwiskiem James Priori.

Myjąc wannę, dla dodania sobie animuszu, nuciła pod nosem jakąś melodię. Gwiżdż, kiedy pracujesz, pomyślał, nie odrywając od niej wzroku. Jeszcze tylko chwilę.



2 из 309