Eve, z wrodzonym sobie cynizmem, że całe to przedsięwzięcie jest jedynie niepotrzebna pokusą dla złodziei. Zbyt wielu zwiedzających, zbyt łatwy dostęp do eksponatów, zbyt duża powierzchnia wystawy ale poza tym wszystko było dość sprawnie zorganizowane.

Tak, jak tego oczekiwała od Roarka.

– I cóż, pani porucznik?- w jego pytaniu przebrzmiewała nutka rozbawienia, a może tylko irlandzki akcent męża przyciągnął jej uwagę.

Przecież wszystko co dotyczyło Roarke’a, przyciągało jej uwagę – oczy, nieprzyzwoicie niebieskie, twarz, która mogła uchodzić za jedno z najdoskonalszych dzieł bożych.

Kiedy się do niej uśmiechnął, wykrzywiając zmysłowe usta, miała ochotę przytulić się do niego i tylko raz lekko go ugryźć. Nie odrywając od niej wzroku, delikatnie pogładził ją po nagim ramieniu.

Choć byli małżeństwem od przeszło roku, takie ukradkowe pieszczoty wciąż wywoływały u niej dreszcz podniecenia.

– Całkiem udane przyjęcie- powiedziała.

Dyskretny grymas Roark’a natychmiast zmienił się w szeroki uśmiech

– Prawda?- Nie przestając gładzić jej ramienia, rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego czarne jak noc włosy sięgały prawie do ramion, nadając mu wyg ląd irlandzkiego wojownika. Wysoki, doskonale zbudowany, w eleganckim czarnym krawacie, robił niesamowite wrażenie. Oczywiście nie tylko na niej. Dostrzegała to większość kobiet obecnych na bankiecie. Gdyby Eve była typem zazdrosnej żony, pewnie kopnęłaby już niejeden tyłeczek tylko za sposób, w jaki ich właścicielki zerkały w stronę Roark’a.

– Zadowolona z zabezpieczeń?- zapytał.

– Nadal uważam że organizowanie przyjęcia w Sali balowej hotelu, nawet twojego to ogromne ryzyko. Te świecidełka warte są setki tysięcy dolarów.

Lekko się uśmiechnął.



5 из 309