
— Jednego nie mogę pojąć — rzekł wreszcie. — Dlaczego przyszedł pan do nas?
— Jesteście Akademią Nauk, więc myślałem…
— A pan jest agentem wywiadu.
— Niech pan posłucha, doktorze: jeżeli to panu bardziej odpowiada, potraktujemy tę wizytę jako nieoficjalną. Jestem zdezorientowanym obywatelem, który przyszedł się dowiedzieć, czy może znaleźć tu pomoc.
— Może i chciałbym panu pomóc, tylko nie bardzo wiem jak.
Cała ta sprawa jest pełna niejasności i przypuszczeń.
— Do diabła, człowieku! — zirytował się Claude Lewis. — Nie może pan podważać dowodów, nawet tak nikłych jak moje.
— W takim razie zgoda — odparł Hardwicke. — Zacznijmy od początku, po kolei. Mówi pan, że ten człowiek…
Nazywa się Enoch Wallace — powiedział Lewis. — Zgodnie z chronologią ma sto dwadzieścia cztery lata. Urodził się na farmie, parę kilometrów od Millville w stanie Wisconsin, dwudziestego drugiego kwietnia tysiąc osiemset czterdziestego roku. Jest jedynym dzieckiem Jedediasza i Amandy Wallace’ów.
Gdy Abe Lincoln zaczął werbować ochotników, zaciągnął się jako jeden z pierwszych. Walczył w Żelaznej Brygadzie, która została zmieciona pod Gettysburgiem w tysiąc osiemset sześćdziesiątym trzecim. Ale Wallace dostał się jakoś do innej jednostki i walczył dalej w Wirginii pod dowództwem Granta. Brał udział w samej końcówce, pod Appomattox.
— Dokładnie, pan go sprawdził.
— Przejrzałem jego akta. Dane o zaciągu są w siedzibie władz stanowych w Madison. Reszta, łącznie z przeniesieniem do rezerwy, tutaj, w Waszyngtonie.
— Mówi pan, że on wygląda na trzydzieści lat.
— Na pewno nie ma więcej. Może nawet mniej.
— Ale pan z nim nie rozmawiał.
Lewis potrząsnął przecząco głową.
— Może to nie ten człowiek. Gdyby pan miał odciski palców…
