Mają oczywiście samochody, radia, wkrótce może dotrze do nich telewizja. W rzeczywistości jednak są bardzo konserwatywni i niechętni obcym; nie dotyczy to, rzecz jasna, wszystkich ani nawet większości mieszkańców stanu — chodzi mi o ludzi z zakątków. Kiedyś było tam wiele samotnych farm, ale w dzisiejszych czasach trudno byłoby wyżyć z gospodarstwa. Warunki ekonomiczne powoli zmuszają ludzi do opuszczania tamtych okolic. Farmerzy sprzedają działki i przenoszą się, przeważnie do miast, gdzie łatwiej o pracę.

Hardwicke pokiwał głową.

— A zostają, oczywiście, ci najbardziej konserwatywni i niechętni obcym.

— Właśnie. Większość ziemi pozostaje teraz w rękach właścicieli, którzy nawet nie udają, że ją uprawiają. Trzymają zwykle parę sztuk bydła. Niezły interes, jeśli ktoś chce sobie zmniejszyć podatki.

— Chce pan przez to powiedzieć, że ci leśni ludzie — tak chyba należałoby ich nazywać — uczestniczą w zmowie milczenia?

— To by było zbyt skomplikowane. Oni po prostu są. Tyle pozostało im z filozofii nieustraszonych pierwszych osadników. Zawsze pilnowali swego nosa. Nie chcą, żeby ktoś się mieszał w ich sprawy, i sami nie wtrącają się w cudze. Niech facet sobie żyje choćby i tysiąc lat; można się temu dziwić, ale nikomu nic do tego. Chce mieszkać przez ten czas samotnie — to też jego sprawa. Mogą mówić o tym między sobą, ale nigdy z nieznajomymi. Byliby oburzeni, gdyby ktoś obcy próbował ciągnąć ich za język. Sądzę, że po pewnym czasie zaakceptowali fakt, że Wallace cały czas jest młody, podczas gdy oni się starzeją. Przestali się dziwić. Młode pokolenie nie widzi w tym nic nadzwyczajnego, bo starsi nie robią sensacji. Zresztą, nikt nie widuje Wallace’a zbyt często; jest on typem samotnika. Jeżeli ktoś w okolicy w ogóle pomyślał o tym, musiało mu to wyglądać na coś w rodzaju legendy, jeszcze jedną szaloną opowiastkę niewartą sprawdzania. Może ludzie opowiadali to sobie jako anegdotę? Taki Rip van Winkle, w którego historii nie ma ani słowa prawdy. Można wyjść na stukniętego, kiedy się zacznie za bardzo drążyć temat.



4 из 176