
Empata wrócił na sufit.
— I co o tym sądzisz, przyjacielu Edanelt?
— Sam inaczej przeprowadziłbym tę operację — odparł Melfianin. — Ale wszystko jest jak należy.
— Przyjacielu Edanelt — odezwał się znowu Prilicla, zerkając w kierunku galerii — wszyscy prócz najnowszego członka zespołu wiemy, że dla ciebie takie określenie oznacza pracę, którą nasz kolega Conway nazwałby godną stawiania za przykład. Dowiedziałbym się chętnie czegoś więcej o zabiegach przedoperacyjnych i postępowaniu pooperacyjnym.
— Też o tym pomyślałem — powiedział Melfianin. Zastukał szybko wszystkimi sześcioma nogami, obrócił się i spojrzał na galerię. — Prosimy do nas.
Cha Thrat wydobyła się z dziwnego krzesła i czym prędzej ruszyła na dół w ślad za Danaltą. Podeszła do grupki zebranej wkoło modułu diagnostycznego. Wiedziała, że teraz sama przejdzie jeszcze bardziej skrupulatne badanie, które zdecyduje o jej przydatności zawodowej do odbycia praktyki w Szpitalu.
Musiała przejąć się tym bardziej, niż sądziła, gdyż empata znowu zadrżał. Bliskość Cinrussańczyka rozpraszała ją, a nawet napełniała lękiem. Na jej planecie wielkie owady omijano z daleka, gdyż posiadały żądła ze śmiertelnie groźnym jadem. Instynkt nakazywał jej więc ucieczkę, szczególnie że sama nienawidziła owadów i unikała ich jak mogła. Teraz jednak nie miała wyboru.
Z drugiej strony musiała przyznać, że kruche i symetryczne ciało obcego jest na swój sposób piękne, jego pancerz zaś odbija i rozszczepia światło gamą miłych dla oka kolorów. Głowa była jajowata i wydawało się, że wystające z niej zakończenia narządów zmysłów odpadną przy pierwszym gwałtownym poruszeniu istoty. Jednak największe wrażenie robiła przezroczysta, lekko mieniąca się pajęczyna rozciągniętych na cieniutkim szkielecie skrzydeł. Cha nie widziała jeszcze chyba równie urodziwego stworzenia i było to szczere odczucie, gdyż Prilicla się uspokoił.
