— Raz jeszcze dziękuję, Cha Thrat — powiedział empata. — Szybko się uczysz. I nie obawiaj się. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi i życzymy ci powodzenia.

Edanelt znowu zastukał nogami o podłogę, co wyrażać miało zapewne zniecierpliwienie.

— Proszę przedstawić nam pacjenta, pani doktor — rzekł.

Chwilę spoglądała na różowe, nieforemne ciało Ziemianina, które wskutek wypadku tak dobrze poznała. Pamiętała moment, gdy ujrzała je pierwszy raz: było wtedy zakrwawione i poznaczone głębokimi ranami, tu i ówdzie zaś wystawały białe kości. Krytyczny stan nakazywał pilne zastosowanie leków przeciwbólowych, aby umożliwić rannemu spokojną śmierć. Do teraz nie pojmowała, dlaczego nie dała mu wtedy odejść. Spojrzała na Cinrussańczyka.

Prilicla nie odezwał się, ale poczuła płynące od niego zachętę i życzliwość. Wzięła to wprawdzie raczej za autosugestię niż rzeczywisty przekaz, lecz i tak się uspokoiła.

— Pacjent był jedną z trzech istot obecnych na pokładzie samolotu, który wpadł do górskiego jeziora — zaczęła. — Sommaradvański pilot i drugi Ziemianin też zostali wydobyci z wraku jeszcze przed jego zatonięciem, ale niestety obaj już nie żyli. Gdy pacjent został dostarczony na brzeg, trafił pod opiekę lekarza, ten jednak nie miał wystarczających kwalifikacji do podjęcia leczenia. Wiedział wszakże, że spędzam urlop w tamtej okolicy, posłał więc po mnie. Pacjent odniósł wiele ran, głównie ciętych i szarpanych, kończyn oraz tułowia. Wszystkie spowodowane były gwałtownym zderzeniem z metalowymi elementami samolotu. Cały czas tracił krew. Różnice wyglądu kończyn z prawej i z lewej strony ciała wskazywały na liczne złamania, przy czym jedno z nich, lewej nogi, było otwarte. Nie znalazłam śladów krwi w drogach oddechowych ani ustach, przyjęłam więc, że zapewne brak poważniejszych obrażeń wewnętrznych, szczególnie płuc albo w obrębie jamy brzusznej. Musiałam oczywiście zastanowić się głęboko nad sytuacją, zanim zgodziłam się wziąć ten przypadek.



16 из 215