
Myśli wirowały mu w głowie.
— On oddychał ziemskim powietrzem! Połknął tuzin kanapek razem z czubkiem ucha Briana Yena i nadal żył! Biochemia tej istoty musi być…
— Jest… ona jest niemal idealnie ziemska — potwierdził Flaster.
Dennis potrząsnął głową i usiadł ciężko.
— Kiedy znaleźliście to miejsce?
— Odkryliśmy je podczas poszukiwań odchyleń zevatronicznych trzy tygodnie temu. Muszę przy tym przyznać, że po pięciu miesiącach niepowodzeń sukces osiągnęliśmy dopiero wtedy, gdy wróciliśmy do wzorca poszukiwań opracowanego pierwotnie przez ciebie, Nuel.
Flaster zdjął okulary i wytarł je jedwabną chusteczką.
— Twój wzorzec zadziałał niemal natychmiast. I znalazł świat zadziwiająco podobny do Ziemi. Biolodzy są w ekstazie, najoględniej mówiąc.
Dennis gapił się na martwą istotę w pojemniku. „Cały świat! Udało się!”
Spełniło się marzenie doktora Guinasso. Zevatron stał się kluczem do gwiazd! Osobiste żale Dennisa rozwiały się jak mgła. Był szczerze i głęboko wzruszony osiągnięciem Flastera.
Dyrektor wstał i podszedł do ekspresu, ponownie napełniając filiżankę.
— Jest tylko jeden problem — powiedział lekkim tonem, zwrócony plecami do swego gościa.
Dennis podniósł wzrok, wciąż z wirem myśli w głowie.
— Co? Problem?
— No cóż, tak. — Flaster odwrócił się, mieszając kawę. — Prawdę mówiąc, dotyczy on samego zevatronu.
Dennis zmarszczył brwi.
— Co się z nim stało?
Flaster uniósł filiżankę dwoma palcami.
— Hmmm… — westchnął pomiędzy łykami kawy. — Wydaje się, że nie potrafimy zmusić tego przeklętego urządzenia do dalszej pracy.
* * *
Flaster nie żartował. Zevatron był popsuty.
Po niemal całym dniu spędzonym na grzebaniu we wnętrznościach maszyny Dennis nadal przyzwyczajał się do zmian, jakie nastąpiły w Pierwszym Laboratorium od czasu, gdy został stąd wygnany.
