
— Chochlak — oznajmił łagodnie, głaszcząc miękkie futerko. — Skrzyżowanie chochlika z prosiakiem. Dobre imię wymyśliłem?
Stworzenie najwyraźniej nie rozumiało ludzkiego języka. Dennis w ogóle wątpił, czy jest rozumne. Coś mu jednak mówiło, że jego, dokładnie jego słowa są rozumiane. Zwierzak wyszczerzył maleńkie, ostre jak igły zęby, jakby się do niego uśmiechając.
Podszedł Brady z jutowym workiem w dłoniach.
— Szybko, Nuel. Wsadź go tutaj, póki jest spokojny!
Dennis spojrzał na niego miażdżąco. Propozycja nie zasługiwała na odpowiedź. Podniósł się, trzymając chochlaka w zgięciu lewego ramienia. Stworzenie mruczało jak kot.
— Chodź, Brady — powiedział — skończmy zwiedzanie, żebym wreszcie mógł się zabrać do listy ekwipunku. Poza tym mam przed sobą jeszcze trochę innych przygotowań. Możesz podziękować naszemu pozaziemskiemu przyjacielowi, że pomógł mi w podjęciu decyzji. Przejdę przez zevatron i odwiedzę za was świat, z którego on pochodzi.
* * *
Zevatron stał się drogą w jedną stronę. Wszystko, co do niego wkładano, zgodnie z planem pojawiało się w świecie anomalnym. Roboty ciągle mogły być wysyłane, jak to robiono już niemal od miesiąca. Jednak nic nie wracało.
Namiary telemetryczne, chociaż niepewne, jednak wskazywały, że zevatron wciąż jest połączony z tym samym światem — miejscem, z którego został zabrany latający prosiak.
Jednak urządzenie nie było w stanie niczego, choćby piórka, przekazać z powrotem na Ziemię.
„Każda maszyna prędzej czy później musi się zepsuć” — myślał Dennis. Niewątpliwie problem może zostać rozwiązany przez prostą wymianę uszkodzonego modułu — praca może na dwie minuty. Niedogodność polegała jednak na tym, że ktoś to musiał zrobić osobiście. Ktoś musiał przejść przez zevatron i dokonać tej wymiany ręcznie.
Oczywiście i tak planowano wysłanie tam człowieka. Być może obecne okoliczności nie były wymarzone na tę pierwszą wizytę, jednak ktoś musi się na nią zdecydować albo odkryty świat zostanie na zawsze stracony. Dennis widział fotografie, zrobione przez roboty zwiadowcze jeszcze przed awarią. Być może będą musieli szukać przez stulecie, zanim trafią na miejsce równie podobne do Ziemi.
