— Stój spokojnie, Nuel! Niemal go trafiłem!

— A przy okazji niemal rozwaliłeś mi czaszkę, idioto! — Dennis cofnął się kilka kroków. — Chcesz mnie zabić?

Brady przez chwilę zdawał się rozważać tę możliwość. W końcu wzruszył ramionami.

— W porządku, Nuel. Podejdź tu powoli, a my spróbujemy go złapać.

Dennis ruszył naprzód. Jednak gdy zbliżył się do pozostałych ludzi, „prosiak” pisnął rozdzierająco i jeszcze mocniej zacisnął łapki na jego włosach.

— Poczekajcie — powiedział. — On po prostu jest mocno przestraszony i to wszystko. Dajcie mi trochę czasu. Może uda mi się zdjąć go samemu.

Podszedł do skrzyni i usiadł. Sięgnął w górę i delikatnie dotknął zwierzaka.

Ku jego zaskoczeniu „prosiak”, drżący dotychczas jak osika, zaczął się uspokajać. Dennis przemówił do niego łagodnie, głaszcząc rzadkie, miękkie futerko, pokrywające różową skórę. Stopniowo rozpaczliwy chwyt małych łapek zelżał. Po chwili Dennis był już w stanie unieść zwierzaka obiema rękami i posadzić sobie na kolanach.

Rozległy się wiwaty obserwujących to techników. Dennis uśmiechnął się z pewnością siebie znacznie przerastającą to, co rzeczywiście czuł.

To zajście było dokładnie w stylu wydarzeń, z których rodzą się legendy. „…Tak, chłopcze, ja tam byłem… Byłem tam tego wielkiego dnia, gdy dyrektor Nuel poskromił dziką, obcą istotę, rzucającą mu się z pazurami do oczu…”

Dennis przyjrzał się stworzeniu, które „tak bohatersko poskromił”. Odwzajemniło mu się spojrzeniem, które było niepokojąco znajome. Z pewnością już gdzieś je widział. Ale gdzie?

Po chwili przypomniał sobie. Na swe szóste urodziny dostał w prezencie od rodziców ilustrowany zbiór fińskich baśni. Do dziś pamiętał wiele ze znajdujących się tam rysunków. Istota, którą trzymał na kolanach, miała podobnie ostre zęby, zielonooki i diabelski pyszczek jak leśny skrzat z bajki.



15 из 317