— Doktorze Flaster, skoro już poruszył pan ten temat… — zaryzykował. — Jestem pewien, że wszyscy jesteśmy zainteresowani środkiem ciężkości tego małego potworka, który wdarł się na nasz bal. Czy mógłby pan nam w końcu wyjaśnić, co to było?

W sali konferencyjnej nagle zrobiło się bardzo cicho. Publiczne rzucanie wyzwania Głównemu Uczonemu nie mieściło się w ramach przyjętych tutaj zwyczajów. Ale Dennisowi było już wszystko jedno. Bez wyraźnych powodów ten człowiek odsunął go już od pracy jego życia. Co jeszcze mógł mu zrobić?

Flaster przyjrzał się Dennisowi pozbawionym wyrazu wzrokiem. W końcu skinął głową.

— Proszę przyjść do mego biura godzinę po zakończeniu seminarium, doktorze Nuel. Obiecuję, że wtedy odpowiem na wszystkie pańskie pytania.

Dennis zamrugał, zaskoczony. Czy ten facet naprawdę zamierza to zrobić? Kiwnął głową potwierdzając, że przyjdzie, i Flaster wrócił do swego holoszkicu.

— Jak mówiłem — kontynuował — odchylenie od psychosomatycznej rzeczywistości zaistniało, gdy otoczyliśmy środek ciężkości polem zakłócającym prawdopodobieństwo, które to pole…

Kiedy uwaga zgromadzenia całkowicie już się od nich odsunęła, Gabriela zasyczała w ucho Dennisa:

— No, wreszcie tego dopiąłeś!

— Hmmm? Czego dopiąłem? — Spojrzał na nią niewinnie.

— Nie udawaj, że nie wiesz! — szeptała. — Teraz on cię wyśle na Depresję El-Kattara, żebyś liczył ziarnka piasku! Zobaczysz!


* * *

Dennis Nuel w tych rzadkich chwilach, gdy pamiętał o trzymaniu się prosto, był wzrostu nieco powyżej średniego. Ubierał się zwyczajnie… ktoś nawet mógłby powiedzieć: niedbale. Jego włosy były nieco za długie w stosunku do wymogów obecnej mody — bardziej ze względu na upór niż na przekonanie.



5 из 317