Trudno było znaleźć. Gdańskie gazety całkiem otwarcie judziły przeciwko Polsce i Polakom. Wreszcie udało mu się znaleźć pokoik na poddaszu w domu starego kolejarza, który mimo szalejącego brunatnego terroru, nie zdjął ze ściany w swoim saloniku wyciętego z gazety portretu Karola Liebknechta. To było właśnie na ulicy Horsta Mayera.

– Cóż wam się wydawało? – powtórzył i poczuł kropelki zimnego potu spływające wzdłuż kręgosłupa. Czyżby prowokacja? Wiedzą już o nim? Może dlatego von Ossetzky tak nagle wyjechał?

– Bardzo przepraszam, to chyba pomyłka – powiedział żołnierz. Miał miłą, piegowatą, inteligentną twarz. – Po prostu wydawało mi się, że pana porucznika już gdzieś widziałem. Ale to niemożliwe! Tamten był przecież Polakiem!

– Jaki tamten, mówcie wyraźnie! – uśmiechnął się do żołnierza i poczuł, że zniknęło napięcie. Chłopak najwyraźniej widywał go z daleka, bez trudu da się przekonać, że oberleutnant Hans Kloss nie ma nic wspólnego z jakimś Polakiem, na którego facjatce późno w noc paliło się światło.

Pozwolił chłopakowi opowiedzieć o tym Polaku, tak „niezwykle podobnym do pana porucznika", wzruszył go ten obraz młodego studenta, który za wszelką cenę, nawet za cenę poniżeń, chciał od niemieckich profesorów nauczyć się budowy okrętów.

– Rzeczywiście takie zadziwiające podobieństwo? -zapytał, a gdy tamten skinął głową, dodał: – To złudzenie. Gdybyśmy stanęli obok siebie, dostrzegłby pan masę różnic. – Powiedział właśnie tak: „pan", zamiast użyć regulaminowej formy „wy". Chwila słabości wywołana wspomnieniem tego chłopca, który widział go pochylonego do późnej nocy nad niemieckimi skryptami i książkami. Na szczęście żołnierz nawet tego nie zauważył.

– A wie pan porucznik – powiedział już na odchodnym – tego kolejarza, który wynajmował pokój Polakowi, zaraz potem zabrali. Więcej nie wrócił.



10 из 400