Nie były to zapewne rewelacje, być może centrala zdołała to już ustalić wcześniej, ale Kloss nigdy nie rezygnował z przekazywania nawet takich, niewiele znaczących drobiazgów, ponieważ zdawał sobie sprawę, że w najgorszym razie będą stanowiły potwierdzenie wcześniej zdobytych danych, a zsumowane z innymi podobnymi drobiazgami pozwolą sztabowcom na stworzenie sobie prawdziwego obrazu sił niemieckich na poszczególnych odcinkach, co umożliwi im zaplanowanie nowego dotkliwego uderzenia, które przybliży koniec wojny.

Jaki udział, jaką cząstkę w nowym sukcesie będzie miał Kloss? Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Wiedział, że takich jak on jest więcej. Czuł swoją przydatność po każdej udanej ofensywie, po każdej zatopionej łodzi podwodnej. Wiedział oczywiście, że najważniejsi są ci na froncie, twarz w twarz z wrogiem. Ale wiedział też, że dzięki niemu mogą strzelać celniej.

Wyszedł na oświetlony słońcem plac przed budynkiem komendy garnizonu i zastanawiał się właśnie, co ma ze sobą zrobić. Do biura zbyt późno, zresztą szef wróci dopiero wieczorem. Ponury pokój w hotelu oficerskim też go nie nęcił. Postanowił pójść do kasyna.

– Panie poruczniku – odezwał się ktoś za nim. Odwrócił się. Stał przed nim jeden z żołnierzy, których kazał wypuścić.

– Czego chcecie?

– W imieniu swoim i kolegów – zająknął się żołnierz. – Koledzy bardzo się spieszyli, mają teraz pociąg, ja dopiero za dwie godziny, więc zostałem, żeby panu porucznikowi podziękować.

– Nie pojechaliście z nimi? Wydawało mi się, że pochodzicie z Wiednia.

– Tak, pochodzę – powiedział chłopak – ale od trzydziestego ósmego mieszkam w Gdańsku na Horst Mayerstrasse i wydawało mi się…

– Co wam się wydawało? – zapytał z uśmiechem.

Ale nie potrzebował słuchać odpowiedzi.

W trzydziestym ósmym, kiedy Frau Bildtke, wdowa po radcy gdańskiego senatu, wypowiedziała mu mieszkanie, doszedłszy do wniosku, że pobieranie słonego komornego w gdańskich guldenach od Polaka przynosi jej ujmę, musiał szukać nowego lokum.



9 из 400