
– Jak leci, Adam?
– Wszystko w porządku, szefie. Kiedy mnie wyślesz do lasu, jak obiecałeś? Dostanę żylaków od tego łażenia po schodach.
– Jesteś mi potrzebny. Pamiętasz, gdzie za tydzień?
– Przedsiębiorstwo spedycyjne. Pamiętam.
Mocno uścisnęli sobie dłonie. Wizyta inkasenta z gazowni nie trwała dłużej, niż powinna była trwać. Obaj byli doświadczonymi konspiratorami i wiedzieli, że nawet taki drobiazg, jak przeciągnięcie wizyty inkasenta może stać się przyczyną nieszczęścia.
Na dobrą sprawę – pomyślał Podlasiński – nie mam nawet czasu z chłopakiem pogadać. – I przez chwilę żal mu się zrobiło celi numer 311 w więzieniu karnym w Rawiczu.
3
Kloss szybko skończył robotę w areszcie komendy garnizonu. Była jeszcze głupsza, niż przewidywał. Trzech urlopowanych z frontu żołnierzy nawymyślało sierżantowi, dowódcy patrolu żandarmerii, od brudnych pruskich świń, z czego ten postanowił uczynić sprawę polityczną, jako że żołnierze byli wiedeńczykami.
Kloss musiał go przywołać do porządku. Podoficer aż poczerwieniał z wściekłości, kiedy oberleutnant Kloss w krótkich słowach wyjaśnił mu, jaka jest różnica między frontowymi żołnierzami, którzy na krótki tydzień wyrywają się z piekła wschodniego frontu, a szczurem żandarmskim, który od początku wojny tkwi na głębokim zapleczu i wyżywa się w prześladowaniu żołnierzy przelewających krew za fuehrera.
Chłopaków oczywiście kazał zaraz wypuścić, podoficerowi zapowiedział, że za samowolne przetrzymywanie urlopowanych żołnierzy w areszcie zostanie postawiony do raportu, dla siebie zaś całkiem niespodziewanie, w toku badania żołnierzy (nie bohaterów bynajmniej, jak Kloss sugerował żandarmowi, ale typowych frontowych cwaniaków, co to z niejednego kotła wcinali kaszę) uzyskał informacje o dyslokacji dwóch pułków pancernych i jednej dywizji piechoty.
