A jego skóra nie przypominała już tej złocistej, spoconej skóry, którą całowałam w letni poranek; jego ust nie było już czuć truskawkami, nie miały żadnego smaku. W momencie gdy obdarzył mnie swymi sekretnymi sokami, jak zwykle jęczał z rozkoszy, a raczej rzęził. Wysunął się z mego ciała i wyciągnął na sąsiedniej macie, wzdychając tak, jakby się uwolnił od niewygodnego ciężaru. Leżąc na boku, obserwowałam zaokrąglone kształty jego pleców i podziwiałam je; wysunęłam lekko dłoń, by go dotknąć, ale natychmiast ją cofnęłam, w obawie przed jego reakcją. Przez długi czas patrzyłam na niego i na morskie skały, jedno spojrzenie na niego, drugie na skały; potem, przesuwając wzrok, dostrzegłam pośrodku księżyc i obserwowałam go z podziwem, mrużąc oczy, by dostrzec wyraźniej jego krągłe kształty i trudny do określenia kolor.

Odwróciłam się gwałtownie, tak jakbym nagle coś zrozumiała, jakąś tajemnicę, która wcześniej była dla mnie niedostępna.

– Nie kocham cię – wyszeptałam cicho, jakby do siebie samej.

Nie miałam nawet czasu, by o tym pomyśleć. Obrócił się powoli, otworzył oczy i spytał:

– Co ty, kurwa, powiedziałaś?

Przez chwilę patrzyłam na niego z nieruchomą twarzą i powtórzyłam głośniej:

– Nie kocham cię.

Zmarszczył czoło, a jego brwi zbliżyły się do siebie, po czym krzyknął głośno:

– A czy ktoś, kurwa, cię o to prosił?!

Trwaliśmy tak w milczeniu, a on znów odwrócił się na bok; w dali usłyszałam dźwięk zamykanego samochodu, a potem chichoty jakiejś pary. Daniele odwrócił się w ich kierunku z irytacją.

– Czego oni, kurwa, chcą… dlaczego nie pójdą pieprzyć się z drugiej strony i nie dadzą mi odpocząć w spokoju?

– Oni też mają prawo pieprzyć się tam, gdzie im się podoba, no nie? – powiedziałam, wlepiając wzrok w bezbarwny lakier połyskujący na mych paznokciach.

– Słuchaj, skarbie… to nie ty masz mi mówić, co inni mogą lub czego nie mogą robić. To ja decyduję, zawsze ja, nawet o tobie zawsze decydowałem i zawsze będę decydował ja sam.



18 из 107