
Indra zeszła do schronu.
– Musisz wreszcie pójść do kuchni i coś zjeść, Sisko, całe wieki nie miałaś nic w ustach. W tym czasie Sassa może zająć się Tsi, prawda, Sasso?
Indra tak surowo popatrzyła na dziewczynkę, że ta nie odważyła się kręcić nosem. Przestraszona mocno pokiwała głową. Ratunku, powierzono jej opiekę nad chorym leśnym elfem?
Siska gwałtownie protestowała, nie była wcale głodna, nie chciała też sprawić zawodu Tsi. Bo co się stanie, jeśli on się obudzi, a jej przy nim nie będzie? Albo, co gorsza, jeśli w tym czasie umrze? Nie, nie może teraz myśleć o jedzeniu, i tak nie przełknęłaby ani kęsa.
– Jeśli nie będziesz jadła, do niczego nie przydasz się Tsi – argumentowała Indra, ciągnąc ją za sobą.
Sassa została więc sama, ze wzrokiem nieruchomo utkwionym w nieprzytomnego Tsi-Tsunggę.
Pojazdy bardzo wolno i ostrożnie zaczęły się toczyć krętym korytarzem akurat wtedy, gdy Indra z Siską wchodziły po schodach. Skalne podłoże było tu nierówne, bezustannie musiały się czegoś przytrzymywać, żeby nie spaść. Z oczu Siski wprost bił niepokój, twierdziła, że nie powinna odchodzić od Tsi, ale Indra ją uspokajała. Siska mogła przecież tylko wziąć z kuchni coś do zjedzenia i wrócić do rannego. Księżniczka uznała to za dobrą propozycję i przestała się tak strasznie martwić.
U szczytu schodów napotkały Sol, w oczach czarownicy płonął jakiś nowy blask.
Co ona znowu wymyśliła?
2
Przed kompletnym załamaniem nerwowym ocalił Siskę Oko Nocy. Przyrzekł, że pomoże Sassie w opiece nad Tsi, dziewczęta mogły więc spokojnie zjeść posiłek w kuchni.
Często się zdarzało, że tam właśnie się zbierały na swoje dziewczyńskie pogawędki. Tym razem do omówienia aktualnych problemów przystąpiły Indra, Siska i Sol.
Przede wszystkim zainteresowały się Tsi. Pomimo iż J1 parł naprzód tak gwałtownie, że często aż podskakiwały na krzesłach, Indra zapałała chęcią poznania całej prawdy. Jak to się stało, że tak emocjonujący romans mógł trwać, a ona w niczym się nie zorientowała?
