
Sol uśmiechnęła się z tajemniczą miną. O, ona się domyślała, tak przynajmniej twierdziła. Indra niestety nic takiego powiedzieć nie mogła, bo nawet się jej nie śniło, żeby Tsi i Siska… Nie.
– Sądziłam, że on potrafi jedynie przyprawić o zmysłowe podniecenie – wyznała.
– Z początku i ja tak myślałam – odparła Siska. – Okropnie mnie irytował, bo wyprowadzał mnie z równowagi. Uważałam, że jest jak zwierzę, do którego nie wolno się zbliżać. Myślałam, że jest niebezpieczny, nic nie wart i tak dalej. Strasznie byłam głupia.
– Ale od jak dawna to trwa?
– Ta irytacja, ta gorączka we krwi, to już stara historia. Ale tak naprawdę poznaliśmy się dopiero w Ciemności, gdy ratowaliśmy jelenie olbrzymie. Wtedy dopiero zrozumiałam, że Tsi jest wspaniałą istotą.
– Już wtedy?
– Tak. Od tamtej pory wspólnie zajmowaliśmy się łanią i jej cielęciem. Zawarliśmy też pewną umowę, o której nie chciałabym mówić, bo to zbyt osobista sprawa.
– Cóż – powiedziała Sol. – Zawsze trzeba sobie wyznaczyć granicę, ile prawdy zdradzi się o ukochanym. Doskonale to rozumiem.
– No dobrze – westchnęła Indra. – Mów dalej, Sisko! Czy wy… No, wiesz…
Sol i Siska roześmiały się. Indrę nie bardzo obchodziły granice.
Siska pochyliła głowę, nie chciała patrzeć na przyjaciółki.
– Mogę zdradzić przynajmniej tyle, że dopiero teraz, kiedy został śmiertelnie ranny, zrozumiałam, że żywię dla niego głębsze uczucia.
– Aha – westchnęła Indra ze zrozumieniem. Zadowoliła ją ta odpowiedź. Zaspokoiła swoją ciekawość.
Odwróciła się do Sol.
– No a ty? Uśmiechasz się tak zagadkowo. Cała promieniejesz? Co się z tobą dzieje?
Sol ocknęła się.
– Rzeczywiście jest coś, o co chciałam cię spytać, Indro. Jak to jest związać się z Lemuryjczykiem?
