Siska nie odstępowała więc zielonobrunatnego leśnego elfa, szeptem prosząc, by wytrzymał do czasu, aż odnajdą źródło jasnej wody. Nie wiedziała, czy Tsi ją słyszy, wciąż jednak nie przestawała do niego przemawiać, głaskać po ukochanej fascynującej twarzy, wijących się zielonych włosach i całować zamknięte powieki.

Sol z Ludzi Lodu także postanowiła się do czegoś przydać. Kategorycznie odmówiła pozostania w schronie. „Jestem przecież duchem, do diaska!” – zaprotestowała. „Owszem – zgodził się Marco – ale tylko częściowo, bądź więc ostrożna”. Sol w odpowiedzi jedynie prychnęła.

W grocie nieźle się bawiła. Próbowała pomóc najpowolniejszym z małych larw, zupełnie zapominając o tym, że jeszcze przed chwilą były groteskowymi monstrami, większymi od niej samej, gotowymi zmiażdżyć ją żarłocznymi szczękami. Teraz stały się bezbronne i tylko to ją obchodziło. Chyba wolno trochę sobie z nimi pożartować? Delikatnie popychała je od tyłu, poganiała lekko, przemawiała do nich wesoło, zanosząc się przy tym śmiechem. Przenosiła też te, które nie zdążyły zejść z pojazdów, zwłaszcza z J1. J2 był już oczyszczony i gotów do dalszej drogi, lecz przy J1 wciąż pozostawało dużo do zrobienia.

Kiro i Armas reperowali pojazd tuż obok.

– Zamierzasz urządzić wyścigi larw, Sol? – zapytał Armas z uśmiechem.

Sol natychmiast podchwyciła:

– Oczywiście, stawiam na tego zielonego, ma coś w sobie.

– A może to ona?

– Na pewno on. Obstawiam tylko męskich uczestników. No, pospiesz się, nie widzisz, że ta biała kobitka zaraz cię wyprzedzi? „Dwa szybkie po wewnętrznej i koniec z nim”, jak mawiają norwescy łyżwiarze, tego nauczyła mnie Indra. Doskonałe wyrażenie, użyteczne w wielu życiowych sytuacjach.



8 из 161