Kiro przyniósł w ręku jakąś larwę.

– Masz tu jeszcze jedną, wiła się na grzbiecie w łożysku J1.

Sol wzięła stworzonko do ręki, wbijając szelmowskie spojrzenie żółtych oczu w czarne oczy Strażnika. Armas popatrzył na parę z uśmiechem i zaraz wrócił do pracy przy uszczelnianiu spojenia.

– To chyba była ostatnia na J1. Poproś, żeby trochę przyspieszyła.

Sol zaniosła ostatnią gąsienicę do pochodu, który oddalał się wzdłuż skalnej ściany. Wróciła i zapytała:

– W czym mogę teraz pomóc?

Armas, który miał największą ochotę powiedzieć, by trzymała się z daleka i nie plątała pod nogami, łaskawie przydzielił jej jednak funkcję instrumentariuszki. Sol przyjęła propozycję z takim zadowoleniem, że chłopak zawstydził się niewypowiedzianego życzenia. Kiedy zabrała się do pracy z wielkim skupieniem i powagą, i Armas, i Kiro wkrótce się zorientowali, że jej pomoc naprawdę im się przydaje. A ileż przy tym sprawia radości pięknej czarownicy z Ludzi Lodu!


Wróciwszy zaklęciami olbrzymim larwom ich normalne niewielkie rozmiary i wyprowadziwszy je z tunelu, Marco poczuł, że osiągnął granicę. Jego samego to zaskoczyło. Nie przypuszczał, że jest zdolny do tak ludzkich reakcji, jak zmęczenie.

Taka jednak była prawda. Dolg kazał mu się położyć i odpocząć, całej wyprawie mogły wszak już wkrótce przydać się jego zdolności. Marco usłuchał tej rady, zawsze zresztą był posłuszny Dolgowi.

Nagle zorientował się, jak niebiańsko cudownie jest móc wyciągnąć się na łóżku, zamknąć oczy i wyłączyć się ze wszystkiego. Może zbytnio przejmował się spoczywającą na nim odpowiedzialnością, ale wiedział wszak, jak wielkim zaufaniem darzą go przyjaciele. Zawsze gdy jakiś problem wydawał się nierozwiązywalny, zwracali się do niego albo do Dolga. Do syna czarnoksiężnika, który miał swe drogocenne szlachetne kamienie, i do Marca, obdarzonego magicznymi mocami. To bardzo przyjemne i budujące móc pomagać, właściwie ogromnie się cieszył ze swych niezwykłych zdolności, lecz nie w tej chwili.



9 из 161