
* * *
Okryta czernią postać przemknęła przez ciemne uliczki, skacząc od bramy do bramy, aż dotarła do posępnego, mrocznego portalu. Od razu było widać, że żadne zwykłe wrota nie stają się tak posępne bez szczególnego wysiłku. Wyglądały, jakby architekt otrzymał specjalne instrukcje. Chcemy czegoś groźnego, w ciemnym dębie, usłyszał. Dlatego proszę umieścić jakiegoś niemiłego gargulca nad bramą, docisnąć łuk, jakby nastąpił na niego olbrzym, i każdemu jasno dać do zrozumienia, że te wrota nie odpowiadają „dzyń dzyń”, kiedy się przyciśnie dzwonek.
Postać wystukała skomplikowany kod na ciemnym drewnie. We wrotach otworzyło się małe zakratowane okienko i wyjrzało podejrzliwe oko.
— „Poważna sowa pohukuje wśród nocy” — powiedział przybysz, usiłując wykręcić z wody swoją szatę.
— „Ale wielu szarych książąt podąża smętnie do ludu bez władców” — zaintonował głos z drugiej strony kratki.
— „Hurra, niech żyje córka siostry starej panny” — odparowała ociekająca wodą postać.
— „Dla kata wszyscy klienci są tego samego wzrostu”.
— „Zaprawdę jednak, róża tkwi w kolcu”.
— „Kochająca matka gotuje fasolową zupę dla zbłąkanego syna”. Zapadła cisza, zakłócana jedynie szumem deszczu.
— Co? — zapytał po chwili przybysz.
— „Kochająca matka gotuje fasolową zupę dla zbłąkanego syna”.
Tym razem cisza trwała dłużej. Wreszcie mokra postać zapytała ponownie:
— Jesteś pewien, że źle zbudowana wieża nie drży cała od przelotu motyla?
— Nie. Zupa fasolowa i koniec. Przykro mi.
Krople deszczu opadały z sykiem wśród krępującego milczenia.
— A co z uwięzionym wielorybem? — spróbował jeszcze przemoczony gość, usiłując wykorzystać skromną osłonę mrocznego portalu.
— Co z nim?
— Nie powinien znać głębin przepastnych, skoro już musisz wiedzieć.
— Aha… Uwięziony wieloryb… Szukasz Świetlistego Bractwa Hebanowej Nocy. To trzecia brama stąd.
