Mimo wszystko jednak miejsce to kryło w sobie rozwiązanie tajemnicy, mimo wszystko mogło zapewnić spokój ducha wielu ludziom, innym zaś przynieść ocalenie.

Ale cóż z tego, skoro w zapomnienie odeszła nawet sama tajemnica?

CZĘŚĆ PIERWSZA. SKARB SANTIAGO

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Święta Matko Boża, pomóż mi teraz – prosił Jordi, unosząc głowę w stronę niebieskawego, nocnego nieba. Jordi modlił się zawsze po hiszpańsku. Norweski sposób wyrażania wiary był dla niego za bardzo poufały, miał w sobie jakąś pospolitość. – Święta Maryjo, zbaw mnie ode złego.

Bo to, z czym miał stoczyć walkę, było złe, było samym złem.

Daleko na zachodzie dogasały ostatnie, smutne resztki dnia.

Panowanie nad lasem i skałami objęła noc. Noc i księżyc.

Pomóż mi i ty, don Ramiro, mój szlachetny przodku, który podałeś mi ten miecz taki lekki, jakby go wcale nie było. Dotarły do mnie twoje myśli, wiem, co mam czynić. Bądź jednak przy mnie tak, bym zdołał wypełnić zadanie! Bądźcie ze mną wszyscy – don Federico, don Garcia, don Sebastian, don Galindo! Muszę pokonać liczącego sobie setki lat upiora, obdarzonego ukrytą siłą, jakiej ja nie posiadam.

Księżycowe światło stawało się coraz bardziej intensywne, nigdy jednak nie będzie się mogło równać ze światłem dnia. Mroczne cienie kładły się pod wielkimi krzewami i drzewami skąpanymi w srebrzystej poświacie, pod skalnymi blokami te cienie zdawały się całkiem czarne.

– Virgen gloriosa… dziewico niebiańska, roztocz opiekę nad tymi, których kocham, jeśli nie podołam temu trudnemu zadaniu.

Ochraniaj Unni, mego brata i wszystkich przyjaciół, kiedy mnie już przy nich nie będzie.

Jordi ma potężny miecz rycerzy, Wamba jednak posiada czarodziejskie umiejętności. Co nieszczęsny Jordi może im przeciwstawić?



4 из 159