
Rebus uśmiechnął się.
– To ładna opowieść, Mickey – powiedział.
– Ale to prawda. – Michael rozłożył ramiona jakby w błagalnym geście. – Nie wierzysz mi?
– Może.
Michael potrząsnął głową.
– Ależ z ciebie okropny gliniarz, John. Miałem na sali ze stu pięćdziesięciu naocznych świadków. Dowody nie do obalenia.
Rebus wciąż nie mógł oderwać wzroku od wzoru na dywanie.
– John, wielu ludzi wierzy w poprzednie życie.
Poprzednie życie… Tak, on w pewne rzeczy też wierzy… Na pewno w Boga… Ale w poprzednie życie? Bez żadnego ostrzeżenia z dywanu wrzasnęła na niego twarz uwięziona w celi. Upuścił szklankę.
– John? Stało się coś? Chryste, wyglądasz, jakbyś zobaczył…
– Nie, nie, nic się nie stało. – Rebus podniósł szklankę i wstał z miejsca. – Tylko że… Wszystko w porządku, tyle że… – Popatrzył na zegarek, którego tarcza miała cyfry. – Lepiej już pójdę. Mam dziś nocną służbę.
Michael uśmiechnął się blado, uradowany, że brat nie zostanie, i nieco sam przed sobą zawstydzony tą radością.
– No to musimy się niedługo znów spotkać – zaproponował – gdzieś na neutralnym gruncie.
– Tak – potwierdził Rebus i znów poczuł woń jabłek w karmelu. Czuł się trochę słaby i trochę nieswój, jak ktoś nie na swoim miejscu. – Koniecznie.
