
Środkowy pierścień zasiedlali ludzie zwyczajni, przeciętni, jak ja i wy: nieco gorsi, nieco lepsi, jeszcze nie anioły, ale już nie diabły.
A w centrum królowała sprawiedliwość. Południe, XXII wiek.. Ciepły, serdeczny, bezpieczny świat ducha, twórczości i wolności, zamieszkany wyłącznie przez ludzi utalentowanych, sławnych, serdecznych, święcie przestrzegaj ących kanonów najwyższej moralności.
Każdy urodzony w Imperium nieuchronnie musiał się znaleźć w „swoim” kręgu, społeczeństwo delikatnie (a w razie potrzeby — brutalnie) wypychało go tam, gdzie było jego miejsce — zgodnie z jego talentami, temperamentem i moralnym potencjałem. To ukierunkowywanie odbywało się zarówno automatycznie, jak i za pomocą odpowiedniego społecznego mechanizmu (coś w rodzaju policji obyczajów). Był to świat, gdzie panowała zasada „każdemu — wedle jego zasług” w najszerszej interpretacji. Piekło, czyściec i raj. Klasyka.
Po drugie, autorom podobało się wymyślone przez nich zakończenie. Maksym Kammerer, przeszedłszy wszystkie kręgi i trafiwszy do centrum, zaskoczony obserwuje to rajskie życie w niczym nie ustępuj ące ziemskiemu. Rozmawiaj ąc z wpływowym aborygenem o wysokim czole, poznając przy jego pomocy wszystkie niuanse funkcjonowania Imperium, usiłując połączyć rzeczy nie dające się połączyć, pojąć niepojęte, słyszy nagle uprzejme: „Czyżby tam u was świat był urządzony inaczej?”
