
No, nareszcie ktoś znajomy! Księżna Theresa wyszła na werandę. Otworzyła oszklone drzwi do ogrodu i wołała przejęta:
– Erling, mój drogi, skąd ty idziesz? I jak ty wyglądasz! Boże, jesteś kompletnie przemoczony! A gdzie Tiril i Móri? O, Erlingu, jak to dobrze, że wróciłeś! Co się stało? Tutaj było tyle zamieszania!
Podszedł do niej, spotkali się na trawniku wśród krzewów róż.
– Mam bardzo dużo do opowiadania – powiedział zdyszany. – Wejdźmy do środka!
Theresa wysłała go na górę, by się w swoim pokoju osuszył i przebrał.
– Ale wracaj zaraz, taka jestem niespokojna! – krzyknęła za nim.
Niedługo potem siedzieli na werandzie, a pokojówka podała Erlingowi ciepły posiłek i gorący napój. On w dalszym ciągu wycierał włosy dużym ręcznikiem, ale sinoniebieskie wargi zaczynały powoli nabierać normalne barwy.
– Gdzie są dzieci? – zapytał. – I gdzie Nero?
Twarz Theresy wykrzywiła się boleśnie.
– Dolg został wezwany, by pomóc swoim rodzicom i tobie. Podróż z pewnością była bardzo niebezpieczna. Osobiście wyprawiłam go w drogę. Nero poszedł z nim, i jego wielki cień również, chociaż nie pokazywał się już od wielu lat. Ale niestety… Jednocześnie zniknęły też bliźniaki. Rozesłałam, kogo tylko mogłam, żeby ich szukać, ale nigdzie ani śladu.
– Myśli pani, że malcy poszli za Dolgiem?
– Tak – odparła Theresa. – To do nich bardzo podobne, a poza tym otrzymałam dziwne potwierdzenie swoich przypuszczeń. W południe musiałam się położyć i trochę odpocząć, bo Dolg opuścił dom o brzasku, a takie poranne wstawanie mści się już w moim wieku…
– Coś o tym wiem potwierdził Erling. – Jesteśmy prawie równolatkami.
– Naprawdę? – księżna była szczerze zdumiona. – Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. W każdym razie w chwili, gdy zasypiałam, usłyszałam głos. „Nie martw się!” powiedział jasno i dobitnie. „Dzieci są z Dolgiem. Nic im nie zagraża”.
