
– To był głos męski czy kobiecy?
– Męski. Ale, Erlingu, ja wiem, że Tiril i Móriemu stało się coś strasznego. Właściwie to tobie również. Dolg tak mówił, a on otrzymał wiadomość. Opowiedz mi o wszystkim, zanim skonam ze strachu!
I Erling opowiedział. O ruinach zamku Graben i o kamiennych tablicach, które teraz suszyły się na schodach werandy. O napadzie i jego katastrofalnych skutkach. I na koniec o swoim cudownym ocaleniu.
Kiedy skończył, Theresa siedziała długo bez słowa.
Potem rzekła:
– Jeśli dobrze to wszystko pojmuję, to Tiril nie grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Oni chcą od niej uzyskać informacje. Dolg dowiedział się również, że jeśli o nią chodzi, to nie trzeba się aż tak strasznie śpieszyć. Ale Móri… Wiesz, Erlingu, taka jestem do niego przywiązana! On jest oparciem i radością życia mojej córki. Niewielu jest na świecie tak – szlachetnych ludzi jak on. Gdyby umarł…
– Rozumiem – powiedział Erling cicho. – To nie może się stać! Tylko że ja, niestety, widziałem na własne oczy, jak przeszył go miecz.
Theresa zadrżała. W oczach miała łzy.
– Dolg otrzymał wiadomość, że niewidzialni towarzysze Móriego mogą go przez jakiś czas utrzymywać przy życiu. Po części własnymi siłami, jeśli użyją wszystkich swoich umiejętności, a po części również dlatego, że on sam jako czarnoksiężnik przekroczył już kiedyś granicę krainy śmierci i dzięki temu trudniej go pokonać. Ale czas nagli!
– Powinienem iść z Dolgiem. On jest taki mały.
– Otóż on wcale nie sprawiał wrażenia takiego małego, kiedy wyruszał w drogę – odparła Theresa. – I wyglądał na bardzo dobrze przygotowanego, Erlingu. A poza tym Cień go ochrania.
– Dokąd on poszedł?
– Nikt nie wie. Ale ja myślę…
– Tak?
– Ja myślę, że to ma coś wspólnego z błędnymi ognikami.
– Z błędnymi ognikami? – zdziwił się Erling. – Tiril również mówiła o błędnych ognikach. Miała sny i widzenia, ukazywało jej się bezkresne bagno z mnóstwem małych, tańczących niebieskich płomyków.
