Tam ktoś jakby go odwrócił, płynął w górę rzeki, był tego pewien, chociaż zdawał sobie sprawę, że to niemożliwe.

Ale, jeśli chodzi o Móriego i jego osobliwe towarzystwo, to zdarzało się wiele rzeczy niemożliwych.

Albo zasnął, albo stracił przytomność, bo w jego pamięci powstała luka. A najdziwniejsze ze wszystkiego było to, że woda nigdy nie wydawała mu się nieprzyjemna, nawet nie zimna, choć pochodziła przecież z alpejskich lodowców. Od czasu do czasu, gdy prąd stawał się wartki jak przy wodospadzie, Erling zachłystywał się wodą, ale wystarczyło ją wypluć i odkaszlnąć, a wszystko znowu było dobrze.

Wiedział, że musiało nieść go pod prąd, bo kiedy się obudził nad ranem, rozpoznał charakterystyczne okolice Jeziora Bodeńskiego. Znajdował się całkiem po prostu na środku jeziora i miał nadzieję, że nikt nie zobaczy jego wystającej nad powierzchnię głowy i nie zorganizuje ekspedycji ratunkowej. Erling przeczuwał, że coś takiego byłoby dla niego tylko dodatkowym obciążeniem. Dlatego kiedy zobaczył jakiegoś człowieka przy ujściu rzeki, schował głowę pod wodę tak, jak to już niejednokrotnie czynił podczas tej dziwnej podróży. Ufał, że duch wody wie, co robi.

Nie widział już teraz tej pięknej kobiety. Ale z całą pewnością nieustannie mu towarzyszyła, z prądem i pod prąd, przez skomplikowany system rzeczny.

Ponownie zapadł w drzemkę.

Pojęcia nie miał, jak długo trwał sen.

Pozostawał w nieświadomości, dopóki nie został podprowadzony do lądu i bezceremonialnie wyrzucony na nadbrzeżną zieloną trawę.

Ociekając wodą, ale niezbyt przemarznięty, z trudem podniósł się na nogi. Nie zgubił plecaka, który teraz zdawał się potwornie ciężki.

Słońce stało nisko nad horyzontem. Dolina do połowy pogrążona była w cieniu. Drozdy krzyczały na… na poroś – nię – tym lasem zzzboczu?

Miał wrażenie, że myśli krążą mu w głowie z coraz większym i większym trudem.



8 из 184