Dolg podszedł do Cienia. Nigdy przedtem nie zwracał się do niego tak wprost, ale teraz uznał, że to konieczne.

Pochylił się w głębokim ukłonie przed wysoką postacią i rzekł uprzejmie:

– Wybacz mi pytanie, ale czy daleko jeszcze musimy iść?

Ku jego zaskoczeniu Cień odpowiedział. Ostry, świszczący głos brzmiał jakoś głucho, jakby mówiący nie posiadał żadnej błony rezonansowej albo jakby miał ją umieszczoną głęboko w gardle.

– Nie – odpad ów dziwny głos z tamtego świata. – Niedaleko. Już prawie jesteśmy u celu.

Dolg patrzył z niedowierzaniem przed siebie.

– Bagna?

– Tak. Zaczekaj, aż jeszcze bardziej się ściemni!

– A… moje rodzeństwo?

– Trzeba urządzić im posłanie tam pod tą skałą. Ześlę na nich sen tak, że niczego nie zauważą, a ich opiekunowie będą nad nimi czuwać. Ty też idź i połóż się! Obudzę cię, kiedy nadejdzie pora.

Dolg wypełnił wszystkie polecenia. Najpierw zjedli posiłek, który babcia Theresa przygotowała dla Dolga i Nera. Pies siedział teraz obok chłopca i ślinił się okropnie, patrząc na wspaniałe smakołyki babci. Potem zrobili sobie posiania pod wiszącą skałą. Dolg nie powiedział siostrze i bratu, że on nie prześpi całej nocy.

Młodsze rodzeństwo posnęło natychmiast i spało tak mocno, iż Dolg nie miał wątpliwości, że to za sprawą Cienia.

On sam leżał spokojnie i starał się usunąć z mózgu wszystkie myśli, ciepły grzbiet Nera grzał mu bok, chłopiec czuł, że sen nadchodzi…

Księżyc wzeszedł nad zdawałoby się bezkresnymi bagnami i sprawił, że nawet najjaśniej świecące gwiazdy zbladły.

Rozdział 2

Erling Müller został wyrzucony na ląd.

Oszołomiony usiadł na brzegu.

Przez ostatnią godzinę znosiły go fale nie znanej rzeki. Rzeki, w której chyba nie było nurtu. Ale przedtem…

Mógłby przysiąc, że chwilami płynął pod prąd! Pierwszy odcinek od miejsca upadku przebył w wielkim pędzie, niosło go dosłownie na łeb, na szyję. A potem trafił do wielkiej rzeki Ren, tyle pojmował. Ale stamtąd?



7 из 184