
— Arkin Ruark — przedstawił się Dirkowi.
— Dirk t’Larien.
— Arkin pracuje ze mną nad projektem — wyjaśniła Gwen.
— Projektem?
Zamrugała.
— Czy nawet nie wiesz, z jakiego powodu tu jestem?
Nie miał pojęcia. Szeptoklejnot przysłano z Worlornu i Dirk wiedział tylko tyle, gdzie może ją znaleźć.
— Jesteś ekologiem — zaczął. — Na Avalonie…
— Tak. W Instytucie. Dawno temu. Ukończyłam studia, odebrałam papiery i od tego czasu przebywałam na Dumnym Kavalaanie. Dopóki nie wysłano mnie tutaj.
— Gwen należy do Zgromadzenia Ironjade — odezwał się Ruark. Z jego twarzy nie znikał lekki, nerwowy uśmieszek. — Ja reprezentuję Akademię Imprilską. Impril to miasto na Kimdissie. Rozumiesz?
Dirk kiwnął głową. Ruark był więc Kimdissianinem, mieszkańcem światów zewnętrznych, pracownikiem jednego z tamtejszych uniwersytetów.
— Impril i Ironjade, interesuje ich to samo, rozumiesz? Badania nad ekologicznymi interakcjami na Worlornie. Podczas festiwalu nie zrobiono tego jak należy, bo żaden ze światów zewnętrznych nie jest zbyt mocny w ekologii. To wiedza zapomniana p.i., jak mawiają Emerelczycy. Stąd właśnie wziął się ten projekt. Znaliśmy się z Gwen już przedtem, tak się nam przynajmniej zdawało, no cóż, przybyliśmy tu z tego samego powodu, więc rozsądek podpowiada, że powinniśmy ze sobą współpracować, żeby dowiedzieć się jak najwięcej.
— Tak myślę — zgodził się Dirk. W tej chwili projekt nieszczególnie go interesował. Chciał pomówić z Gwen. Zerknął na nią. — Będziesz mi musiała opowiedzieć o tym później. Kiedy porozmawiamy. Bo sądzę, że chcesz porozmawiać.
