
Popatrzyła na niego dziwnie.
— Tak, oczywiście. Mamy sobie wiele do opowiedzenia.
Dirk podniósł torbę.
— Dokąd teraz? — zapytał. — Czy mógłbym się gdzieś wykąpać i dostać coś do jedzenia?
Gwen i Ruark wymienili spojrzenia.
— Właśnie rozmawiałam o tym z Arkinem. Możesz się zatrzymać u niego. Mieszkamy w tym samym budynku. Tylko kilka pięter od siebie.
Ruark pokiwał głową.
— Chętnie, chętnie. To przyjemność wyświadczyć przysługę przyjaciołom, a obaj jesteśmy przyjaciółmi Gwen, czyż nie tak?
— Hm — odezwał się Dirk. — Z jakiegoś powodu sądziłem, że zamieszkam z tobą, Gwen.
Przez jakiś czas nie mogła na niego spojrzeć. Zerknęła na Ruarka, na ziemię, na czarne nocne niebo, nim w końcu popatrzyła mu w oczy.
— Być może — rzekła ostrożnie. Z jej twarzy zniknął uśmiech. — Ale nie w tej chwili. Nie sądzę, by to było obecnie najlepsze rozwiązanie. Ale polecimy do domu, oczywiście. Mamy autolot.
— Tędy — odezwał się Ruark, nim Dirk zdążył sformułować następne zdanie. Działo się tu coś bardzo dziwnego. Na pokładzie „Postrachu”, podczas długich miesięcy podróży, setki razy wyobrażał sobie scenę ich spotkania — czasami było ono czułe i pełne miłości, w innych chwilach przeradzało się w gniewną konfrontację, często zaś przelewali mnóstwo łez, nigdy jednak nie przyszło mu na myśl, że będą się czuli skrępowani, trudno im się będzie ze sobą porozumieć, a do tego będzie im towarzyszył nieznajomy. Zaczynał się zastanawiać, kim właściwie jest Arkin Ruark i czy jego związek z Gwen rzeczywiście ma tylko zawodowy charakter. Ale z drugiej strony, nie dowiedział się od nich niczego konkretnego. Nie wiedząc, co powiedzieć ani co myśleć, wzruszył ramionami i ruszył za nimi w stronę autolotu.
Droga była krótka, ale na widok wehikułu Dirk zapomniał języka w gębie. Podczas podróży widział wiele różnych autolotów, ale żaden z nich nie przypominał tego. Wielka, stalowoszara maszyna miała potężne, zakrzywione, trójkątne skrzydła. Wydawała się niemal żywa, jak wielka latająca manta wyrzeźbiona w metalu. Mała kabina o czterech siedzeniach znajdowała się między skrzydłami, pod którymi Dirk wypatrzył złowieszczo wyglądające pręty.
