
— Dlatego, że to nie ja!
— Nie kto inny — sprzeciwił się. — Przyszło mi to do głowy, wtedy na Avalonie. Pasowało do ciebie i dlatego zacząłem cię tak nazywać. Myślałem, że je lubisz.
Potrząsnęła głową.
— Kiedyś lubiłam. Nie rozumiesz tego. Nigdy nie rozumiałeś. Ono z czasem zaczęło znaczyć dla mnie coraz więcej, Dirk. Coraz więcej i więcej, i to nie było dobre. Próbowałam ci to wytłumaczyć, nawet wtedy. Ale to było dawno temu. Byłam młodsza. Właściwie byłam dzieckiem. Nie umiałam tego ubrać w słowa.
— A teraz? — W jego głosie pojawiła się nuta gniewu. — Czy teraz potrafisz, Gwen?
— Tak. Teraz tak, Dirk. Mam więcej słów, niż mogłabym wypowiedzieć. — Uśmiechnęła się z jakiegoś powodu i potrząsnęła głową, aż wiatr uniósł jej włosy. — Posłuchaj, prywatne imiona są w porządku. Mogą tworzyć szczególną więź. Tak właśnie jest z Jaanem. Związani dumą noszą długie imiona, ponieważ pełnią wiele różnych funkcji. Może być Jaanem Vikarym dla wolfmańskiego przyjaciela na Avalonie, high-Ironjade’em na radach zgromadzenia, Rivem podczas nabożeństwa, Wolfem na dumnej wojnie, a w łóżku może nosić jeszcze inne imię, prywatne imię. To jest w porządku, bo wszystkie te imiona oznaczają jego. Rozumiem to. Lubię niektóre jego aspekty bardziej niż inne, Jaana bardziej niż high-Ironjade’a, ale wszystkie te imiona są w jego przypadku prawdziwe. Kavalarzy mają powiedzenie, że człowiek jest sumą wszystkich swych imion. Na Dumnym Kavalaanie imiona są bardzo ważne. Są bardzo ważne wszędzie, ale Kavalarzy znają tę prawdę lepiej niż większość innych ludzi. To, co nie ma imienia, nie istnieje. Gdyby istniało, miałoby imię. I na odwrót, jeśli nada się czemuś imię, to gdzieś, na jakimś poziomie, to coś zacznie istnieć. To jest inne kavalarskie powiedzenie. Rozumiesz?
— Nie.
Roześmiała się.
— Masz mętlik w głowie, jak zawsze. Posłuchaj, gdy Jaan przybył na Avalon, był Jaantonym Ironjade’em Vikarym. To było wszystko.
