
— A skąd się wzięły te pozostałe imiona? — zapytał mimo woli Dirk. Opowieść Gwen zafascynowała go. Zdawała się rzucać nowe światło na to, co powiedział mu Jaan Vikary o świcie na dachu.
— Kiedy wzięliśmy ślub, zabrał mnie z sobą do Ironjade i automatycznie stał się związanym dumą, członkiem rady — mówiła. — To dodało „high” do jego nazwiska i dało mu prawo do posiadania prywatnej własności, odrębnej od własności schronienia, składania ofiar religijnych oraz dowodzenia swymi kethi, braćmi ze schronienia, podczas wojny. Kiedyś wszystkie te imiona były bardzo ważne. Teraz straciły na znaczeniu, ale stare zwyczaje nie znikają.
— Rozumiem — rzekł Dirk, choć właściwie nie rozumiał tego do końca. Wydawało się, że Kavalarzy przywiązują bardzo dużą wagę do małżeństwa. — A co to ma wspólnego z nami?
— Mnóstwo — odparła Gwen, znowu bardzo poważnym tonem. — Kiedy Jaan dotarł na Avalon i ludzie zaczęli mówić na niego Vikary, zmienił się. Rzeczywiście stał się Vikarym, hybrydą swych dwóch obrazoburczych bohaterów. Taka jest potęga imion, Dirk. I to właśnie stało się zgubą dla nas dwojga. Tak, kochałam cię. Bardzo. Kochałam ciebie, a ty kochałeś Jenny.
